Mowa ciała
Publicysta Tomasz Terlikowski ujawnił w „Rzeczpospolitej”, że nie trzeba być specjalistą, aby stwierdzić, że satyryczka Maria Czubaszek jest „osobą zniszczoną zespołem poaborcyjnym”. Autorowi jest Marii Czubaszek żal i proponuje, żeby się za nią pomodlić.

Według mnie już samo to stanowi przekonujący dowód, że z Czubaszek jest coś nie tak, ale publicysta przytacza także inne poważne argumenty, np. że Czubaszek pali jak smok, ma ironiczny stosunek do świata, brzydzi się dziećmi, lubi się zajmować bezdomnymi psami i występuje w programach TVN.

Nie jest normalnym u kobiety zachowaniem obrzydzenie wobec dzieci, konieczność zapalenia papierosa zanim podejdzie się, by się im przyjrzeć, nie jest wreszcie czymś zrozumiałym u kobiety, która mogłaby być babcią, mówienie o dzieciach »bachory«” – pisze. „Charakterystyczne dla zespołu poaborcyjnego jest także obniżenie poczucia własnej wartości, swoista samostygmatyzacja” – dodaje Terlikowski, który obniżenie to wykrył w wielu wypowiedziach satyryczki (np. o tym, że w życiu zrobiła niewiele fajnych rzeczy). O symptomach choroby ma wreszcie świadczyć jej wyznanie, że nie odczuwa żalu ani traumy z powodu dokonanych w przeszłości aborcji, co według publicysty musi oznaczać, że ten żal i tę traumę boleśnie odczuwa. Potwierdza to zresztą ciało Marii Czubaszek, gdy ta wypowiada się na swój temat w programach telewizyjnych. Terlikowski podjął się trudu przetłumaczenia mowy ciała artystki i ustalił, że ciało Czubaszek nie mówi tego, co chce Czubaszek, ale „coś całkiem innego”.

Osobiście na miejscu Terlikowskiego byłbym ostrożny i nie wierzyłbym ślepo w to, że ciało Czubaszek powie nam prawdę o czymkolwiek. Nie da się ukryć, że obserwując w telewizji ciało Terlikowskiego, widz temu ciału ufa i nie może mieć wątpliwości, że mowa tego ciała jest szczera i jasna (mimo że czasem podejrzanie kręci się w fotelu). Ale obawiam się, że ciału Czubaszek – osoby po aborcjach, w dodatku ogarniętej ironiczną wizją świata – nie można wierzyć, bo zachodzi obawa, że ciało to próbuje Terlikowskiego zmylić.

Mimo to tekst Terlikowskiego uważam za ważny i inspirujący, pokazujący, jak trudno jest o uczciwą debatę w sytuacji, gdy rozmówcy mówią jedno, a ich ciała co innego. O sile artykułu Terlikowskiego świadczy ponadto fakt, że u wielu osób wywołał on dolegliwości podobne do tych, które zostały w nim opisane. Kilkanaście kobiet, z którymi rozmawiałem, miało podczas lektury reakcje gwałtowne, odczuwały wściekłą potrzebę zapalenia papierosa, a mowa ich ciał, jak przyznały, nie nadaje się do zacytowania. Podkreślały, że przed dokonaniem dramatycznej samostygmatyzacji uchronił je jedynie ironiczny stosunek do wizji świata reprezentowanej przez Terlikowskiego. Jedna z kobiet wyznała wprost, że nie chciałaby mieć takiego dziecka jak Terlikowski, a kilka innych stwierdziło, że przestały lubić dzieci tylko dlatego, że podejrzewają, że gdy dzieci te dorosną, mogą mieć poglądy podobne do poglądów Terlikowskiego.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj