Polskie nazwy ulic. Dziwaczne?
Szarża Wielanka na orbitę
Lepiej mieszkać przy Gagarina, Wieniawy-Długoszowskiego czy Biedy? Jeździć mostem Skłodowskiej czy Północnym? Nazwy zawsze będą przedmiotem sporu.
Sprawca całego zamieszania Stanisław Wielanek, sam przysięgły patriota Sielc, piewca folkloru i tradycji Czerniakowa.
Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Sprawca całego zamieszania Stanisław Wielanek, sam przysięgły patriota Sielc, piewca folkloru i tradycji Czerniakowa.

Wieść, że warszawska ulica Gagarina miałaby się przemienić na Wieniawy - Długoszowskiego, poruszyła czerniakowskie Sielce.
PAP

Wieść, że warszawska ulica Gagarina miałaby się przemienić na Wieniawy - Długoszowskiego, poruszyła czerniakowskie Sielce.

Ulica dla Wieniawy musowo powinna się znaleźć.
Muzeum Niepodległości/EAST NEWS

Ulica dla Wieniawy musowo powinna się znaleźć.

Wieść, że warszawska ulica Gagarina miałaby się przemienić na Wieniawy-Długoszowskiego, poruszyła czerniakowskie Sielce. Nie to, żeby mieli tu coś przeciwko Pierwszemu Szwoleżerowi Drugiej Rzeczpospolitej, ale oto kolejny raz ktoś im, nie pytając o zdanie, usiłuje urządzać ich ukochaną dzielnicę. Jakiś czas temu podjęli starania, by patronem niewielkiego skweru pomiędzy Stępińską a Sielecką został Stanisław Grzesiuk, i tak uhonorować charakternego człowieka z Czerniakowa. A tymczasem ktoś wykombinował skwer Chorwacki. Opinia ulicy: kulą w płot. Mizerny skwerek przeznaczać na deklarowaną nie w ich imieniu przyjaźń internacjonalną? Naród bez wątpienia sympatyczny, nie ma dwóch zdań, ale stąd jest Grzesiuk, tu rej wodził, a potem tyle lat chodziło się do pobliskiej Sielanki nie tylko po to, żeby się napić, ale i posłuchać jego czerniakowskich szlagierów. W telewizorze można usłyszeć, że to mały kraj na wielkie wakacje, w porządku, ale żeby odtąd wszystkie dzieciaki z okolicy mogły tam spędzać te wakacje, to jeszcze, ale to tramwaj w oku i tyle.

Orbita ferajny

A co do Gagarina, to na Sielcach już do niego przywykli, nie wadzi; w końcu nie byle kto, pierwszy człowiek w kosmosie i to akurat u nich. No i co byłoby np. z taką inicjatywą promocyjną dzielnicy jak „Spacer z Gagarinem po orbicie sieleckiej”? Kłusem z Wieniawą? No więc czemu znowu ktoś się upiera na Sielce? Trzeba, to niech Sienkiewicza zamienią na Wieniawę, bo autor „Quo vadis” w tamtej Adrii raczej nie bywał... A jeśli już ma być Wieniawa na Czerniakowie, to niech sobie wybiorą Bluszczańską, Żołędzią albo Szczypiorkową, ale Gagarina zostawić w spokoju. Pewnie, jak to bywa, pomysł kogoś spoza Warszawy.

Sprawca całego zamieszania Stanisław Wielanek, sam przecież przysięgły patriota Sielc, piewca folkloru i tradycji Czerniakowa, nie może być zachwycony taką oceną swojego pomysłu... A wszystko przez to, że poszedł kiedyś „w górne miasto”, krzywi się kumpel z dawnej sieleckiej ferajny. Kiedyś pozazdrościli sławy orkiestrze z Chmielnej, tyle że tamci byli dla nich tacy raczej kombatanccy, więc skrzyknęli się i tak powstała Kapela Czerniakowska. Wkrótce stali się specjalistami w szperaniu po antykwariatach, archiwach bibliotecznych i radiowych, przywracaniu zapomnianych szlagierów warszawskiej hewry. Posypały się Złote Płyty. 15 lat później Wielanek odszedł z kapeli. Postanowił być samodzielnym gwiazdorem, drwi ów kumpel. A jeśli teraz chce się wykazać, zająć miejsce wśród legend Czerniakowa, postawić sobie pomnik, to niech się weźmie za Sielankę, niech znowu będzie można postać na rogu; niech zafunduje figurę pochylonej nad knajpianą serwetką Agnieszki Osieckiej; albo jeszcze przywróci 16, 33 i 33bis, żeby na Czerniakowskiej róg Gagarina znów miało co skrzypieć o świcie na szynach. O, to by było coś!

Siodło za rakietę

Wielanek już dawno temu zorientował się, że charakter mieli nie tylko chłopcy z Czerniakowa, ale i ci z „górnego miasta”, zwłaszcza umundurowani, wśród których rej wodził właśnie generał Wieniawa-Długoszowski. Zwłaszcza imponowało, kiedy po bankietach w Adrii czy Ziemiańskiej mieli fantazję nad ranem zapuszczać się w mniej eleganckie dzielnice i knajpy: do Grubego Joska na Gnojną, gdzieś między Leszno a Żabią (otwierano dopiero o drugiej w nocy), na słynną w całej Warszawie gęś; na flaki do Wróbla na Starym Mieście; do szemranych knajp na Pragę, gdzie generał rozpowiadał „niemożebnie zaoliwionym lumpom” anegdotki o Marszałku, a bywało, rozdawał pieniądze, by kupili sobie solidne obuwie. Wreszcie na raki w śmietanie do Sielanki na Czerniaków, ale nie tej na rogu Gagarina, zupełnie gdzie indziej, wówczas przy Szosie Wilanowskiej, dziś Sobieskiego. Jedni mówią, że ślad po niej nie pozostał nawet w bibliografii varsavianów; inni utrzymują, że mieściła się w obecnej siedzibie KRRiT przy Sobieskiego 101.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj