Ludzkie hot spoty
Bezdomny – „kto” czy „co”?
Zatrudnienie osób bezdomnych jako źródeł Internetu dla uczestników konferencji, nawet, jeśli miało być formą pomocy, ostatecznie robi im krzywdę. Jak to działa?

Gorące komentarze wywołała akcja brytyjskiej agencji reklamowej BBH, która na konferencji muzyczno-technologicznej w Austin w Texasie wykorzystała osoby bezdomne jako mobilne hot spoty. Bezdomni mieli na sobie nadajniki bezprzewodowego Internetu. Można było wykupić od nich dostęp do Sieci za pośrednictwem konta PayPal. Pieniądze zebrane w ten sposób bezdomni mieli później zatrzymać.

Dlaczego taka akcja wydaje się bardziej bulwersująca niż inne – ale nie tak bardzo znów odmienne - inicjatywy? W wielu miejscach świata rozwijają się liczne przedsięwzięcia, które mają pomóc osobom bez pracy i domów w zarobieniu choć niewielkich pieniędzy. Jedna z nich to sprzedawanie gazet na ulicach, za stały procent ceny. W Londynie rozchodzi się tak słynne „Big Issue”, w Berlinie „Strassenfeger”, a i Warszawa dorobiła się własnego „WSPAK”-a.

Sprzedaż gazety, czy dostępu do Internetu - co za różnica, można  spytać? Otóż, różnica tkwi w sposobie przedstawienia informacji o tej usłudze. Uczestnicy teksańskiej akcji mieli na sobie koszulki z napisem „Mam na imię X. Jestem Hotspotem 4G”. Zostali więc potraktowani trochę jak mobilne elementy wystroju wnętrza. Jest to niebezpieczne tym bardziej, że i bez podobnych komunikatów mamy skłonność uważać osoby bezdomne za „mniej ludzkie” niż inne.

Zgodnie z teorią Susan Fiske i jej współpracowników, stereotypy różnych grup społecznych zawierają pewne podstawowe treści – dotyczące kompetencji (inteligencji, sprawności działania) oraz ciepła, czyli stosunku wobec naszej grupy (możemy spostrzegać innych jako przyjaznych bądź jako wrogich). Bezdomni, obok narkomanów, to  grupa oceniana zarówno jako niekompetentna jak i zimna, wzbudzająca w ludziach odczucia wzgardy i obrzydzenia. Grupy te są obiektami najsilniejszych uprzedzeń, a ich członkom przypisujemy m. in. mniejszą zdolność odczuwania złożonych, typowo ludzkich uczuć. Badanie Lasany Harris i Susan Fiske z 2006 r. wykazało tę prawidłowość jeszcze dobitniej. Okazało się, że patrzenie na zdjęcia osób bezdomnych nie aktywizowało części mózgu, która normalnie jest aktywna, gdy spostrzega się ludzi lub myśli o nich. Tak więc nawet na poziomie mechanizmów biologicznych pozbawiamy osoby bezdomne człowieczeństwa. Przedstawianie ich – na przykład -  jako mobilnych hot spotów nasila te skłonności.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj