Poślubne problemy niepełnosprawnych
Miodowy miesiąc
Po wielu formalnych perypetiach wiosną tego roku wzięli ślub. Kasia – księżniczka na wózku, przy niej – Andrzej, mały rycerz. Przez chwilę była bajka, teraz jest życie. Już bez kamer.
Nowożeńcy, po  ślubie w USC.
Agata Grzybowska/Agencja Gazeta

Nowożeńcy, po ślubie w USC.

Kasia i Andrzej w sądzie rejonowym przed rozprawą sądową o zezwolenie na zawarcie związku małżeńskiego.
Robert Kowalewski/Agencja Gazeta

Kasia i Andrzej w sądzie rejonowym przed rozprawą sądową o zezwolenie na zawarcie związku małżeńskiego.

W mieszkaniu Kasi i Andrzeja na warszawskiej Pradze na ścianie wiszą dwa czerwone pluszowe serca, a w szafie wisi sukienka. Biała sukienka pożyczona od koleżanki na ślub kościelny. 14 kwietnia 2012 r. Kasia jechała w niej na wózku do ołtarza. Gazety pisały wtedy: „Szczęśliwy koniec rocznej batalii” albo „Uparta panna młoda. Wywalczyła zgodę na ślub”. Kasia wyciąga ją czasem, tak po prostu, żeby sobie popatrzeć.

Trzy lata wcześniej

Andrzej: Poznaliśmy się przez Internet, na jednym z komunikatorów, w pokoju dla niepełnosprawnych. Zaczęliśmy pisać do siebie. Pewnego dnia Kasia powiedziała, że zachorował jej opiekun, chciała, żebym przyjechał. Przyjechałem.

Kasia: Od pierwszego wejrzenia się zakochałam. Chociaż Andrzej jest ode mnie dużo młodszy. W tym roku kończę 44 lata, on ma 33. Spodobał mi się, ale nie okazywałam tego. Chciałam go sprawdzić, zobaczyć, kim jest. Czy jest opiekuńczy, troskliwy, czy daje sobie radę z osobami niepełnosprawnymi.

Andrzej: Spotykaliśmy się dość często. Na początku przychodziłem jako wolontariusz. Chodziliśmy na spacery, na piwo do parku Skaryszewskiego. Raz to mi usnęła na wózku po drodze do domu. W radiu internetowym, które prowadziłem, puszczałem jej ulubione piosenki. Stachurskiego, Boysów. Poznawaliśmy się powoli. Przez rok. To było jeszcze przed śmiercią jej rodziców.

Kasia: Rodzice zmarli trzy lata temu, w 2009 r. Oboje na raka, w ciągu dwóch miesięcy.

Andrzej: Do tej pory to oni wszystko załatwiali, Kasia o nic nie musiała się martwić. Nagle została sama. Przyplątał się do niej ktoś, kto wykorzystywał jej trudną sytuację. Sprowadzał do mieszkania kolegów, naciągał na pieniądze. Omotał ją, była nawet w urzędzie pytać o ślub. Na szczęście wycofała się z tego. W końcu nie wytrzymałem, postraszyłem go policją, wyniósł się.

Kasia: Andrzej wprowadził się do mnie.

Andrzej: Uczyłem Kasię płacić rachunki, obsługiwać kuchenkę, pralkę. Próbowaliśmy spłacać długi. Kasia życia musiała się nauczyć. Nie było łatwo. Ja na własnych błędach się uczyłem, już od dzieciństwa. Miałem 12 lat, jak rodzice zmarli. Dom dziecka mnie wychował. Później zamieszkałem sam w mieszkaniu socjalnym.

Kasia: Dwa lata temu, w moje urodziny, Andrzej mi się oświadczył.

Andrzej: To było spontaniczne, taki prezent. Poczułem, że to już najwyższa pora.

Kasia: W marcu 2011 r. wybraliśmy się razem do urzędu stanu cywilnego. Jeśli jestem z kimś, to chcę żyć tak, jak przystało.

Andrzej: W sumie dla mnie to też było ważne. Przyłączę się do słów żony. Na kocią łapę nie jest łatwo żyć.

Kasia: W urzędzie kierownik powiedział, że nie udzieli mi ślubu. Dlatego, że niewyraźnie mówię. Oprócz tego chciał zaświadczenia od psychiatry. Dlatego, że przez pewien czas leczyłam się psychiatrycznie. Byłam załamana po śmierci rodziców. Opieka społeczna obawiała się, że nie poradzę sobie sama, skierowała mnie na terapię. Ale to krótko trwało, trzy spotkania. Byłam wściekła. Powiedziałam w urzędzie, że jeżeli chcą mieć kłopoty, to będą je mieli.

Andrzej: Wracając do domu spotkaliśmy znajomego, Piotra Todysa z Fundacji TUS, która pomaga osobom niepełnosprawnym. On skontaktował nas z „Gazetą Wyborczą”. Nasza sprawa stała się głośna.

Kasia: Trafiliśmy do psychiatry, a ona zrobiła wielkie oczy. Powiedziała, że nie wystawi mi zaświadczenia, bo nie widzi powodu. Urodziłam się z dziecięcym porażeniem mózgowym, ale jestem upośledzona tylko fizycznie. Skończyłam dwuletnie studium ekonomiczne. Bez zaświadczenia poszliśmy po raz drugi do kierownika urzędu. Wtedy urząd skierował sprawę do sądu. Pierwsza rozprawa była w czerwcu 2011 r. Postanowiono, że mimo wszystko powinnam być przebadana przez lekarza sądowego.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj