Fan w fanzonie
Euro się stało, czyli jeden dzień z życia kibica
Kowalski – mieszkaniec podwarszawskiej miejscowości – spodziewał się: chaosu na prowizorycznych autostradach, tłoku na ulicach, awantur wywoływanych przez polskich kiboli, słowem – kompromitacji.
Zagraniczny kibic, niezależnie od barw, ginie w biało-czerwonym tłumie.
Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS

Zagraniczny kibic, niezależnie od barw, ginie w biało-czerwonym tłumie.

Bilet na mecz otwarcia Polska-Grecja przyjął więc od szefa swojej firmy z należytą wdzięcznością, choć bez entuzjazmu.

Od dziesięciu lat, od meczu Polska-Łotwa na stadionie Legii, należał do gatunku kibiców nieuczestniczących. Reprezentacja trenowana wtedy przez Zbigniewa Bońka grała eliminacyjny mecz do Euro 2004, mecz o wszystko. Zapamiętał, że z boiska wiało nudą, podobnie jak z trybun. Kibice osowiali i milczący, szaro, ziąb, a na koniec Łotysze wpakowali gola. Zmarznięty i zły obiecał sobie – nigdy więcej.

Teraz, z biletem w garści, złamał starą obietnicę i rozpoczął przygotowania do meczu. Wcześniej nawet przez myśl mu nie przeszło, by ozdobić samochód narodową flagą – uważał, że to pajacowanie. Ale to było wczoraj, teraz jakiś nagły impuls spowodował, że zahamował przy młodym Wietnamczyku handlującym przy szosie polskimi flagami uszytymi w Chinach (5 zł). Umocował flagę na swojej 6-letniej Corsie, włączył się do ruchu i przyjaźnie pozdrawiał inne auta z flagami.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj