Rozmowa o tym, czy jesteśmy zdrowi na umyśle
Kto dziś jest normalny?
Rozmowa z prof. Bohdanem Wasilewskim, psychiatrą i psychoterapeutą, o tym dlaczego tak wielu Polaków to typy autorytarne, jak jedni zostają samobójcami, a inni seryjnymi mordercami i skąd nasza rosnąca podatność na szaleństwo.
Prof. Bohdan Wasilewski, dyrektor Instytutu Psychosomatycznego.
Wojciech Druszcz/Polityka

Prof. Bohdan Wasilewski, dyrektor Instytutu Psychosomatycznego.

„Zagrożenia dotyczące zdrowia psychicznego są w tej chwili drugim, po chorobach krążenia, a niedługo pewnie i pierwszym ryzykiem zdrowotnym”.
Wojciech Druszcz/Polityka

„Zagrożenia dotyczące zdrowia psychicznego są w tej chwili drugim, po chorobach krążenia, a niedługo pewnie i pierwszym ryzykiem zdrowotnym”.

„Normą jest prowadzenie siebie jak motocykla powyżej możliwości silnika. To, że nie nadążamy, żyjemy szybko, rodzi ważne konsekwencje”.
Leszek Zych/Polityka

„Normą jest prowadzenie siebie jak motocykla powyżej możliwości silnika. To, że nie nadążamy, żyjemy szybko, rodzi ważne konsekwencje”.

Martyna Bunda: – Jak się ma psychiatria w Polsce?
Prof. Bohdan Wasilewski: – Mniej więcej tak jak to wynika z opublikowanego właśnie raportu NIK. Cieszę się, że powstał, bo to pierwszy od dawna dokument poświęcony diagnozie stanu szpitali psychiatrycznych, a ten, jak wynika z raportu, jest katastrofalny.

Drastyczna bieda i ciasnota. Zbyt często stosowana przemoc wobec pacjentów, przetrzymywanie w izolatkach, podawanie leków bez konsultacji z lekarzem i na wszelki wypadek.
Mamy nie najgorszą, chociaż niewystarczającą liczbę miejsc psychiatrycznych, ale – co znalazło odzwierciedlenie w raporcie – takich, w których większość z nas nie chciałaby nigdy zobaczyć swoich bliskich. 70 proc. z nich nie odpowiada standardom lub praktycznie nie nadaje się do użytku, bardziej przypominając miejsca zesłania niż realia nowoczesnego szpitala, który ma pomagać.

Co gorsza, mamy też trzy razy mniej lekarzy psychiatrów w stosunku do norm europejskich. Psychologów jeszcze mniej, podobnie jak wykwalifikowanych pielęgniarek. I to jest realny problem. Oraz wciąż jeszcze żywy stereotyp, że psychicznie się w Polsce nie choruje, powoduje, że Polak sięga po pomoc bardzo późno, a potem nie kontynuuje leczenia regularnie i odpowiedzialnie, bo trudno mu się dostać do lekarza i leczenie traktuje jako sprawę wstydliwą.

Osobną sprawą jest to, co się dzieje w domach. Europejska komisja ekspercka opracowała tak zwaną zieloną księgę, w warunkach polskich też mamy jedno opracowanie studyjne, przygotowane na zlecenie ministra Balickiego. Z obu tych dokumentów wynikają podobne wnioski: zagrożenia dotyczące zdrowia psychicznego są w tej chwili drugim, po chorobach krążenia, a niedługo pewnie i pierwszym ryzykiem zdrowotnym. 49 proc. europejskich niepełnosprawnych jest niezdolnych do pracy właśnie z powodów neurologiczno-psychiatrycznych. Jeżeli spojrzymy, jaka jest dynamika rozwoju sytuacji i jak przebiegają zmiany schematów dróg życiowych, możemy być pewni, że to będzie i nasz główny problem nie kiedyś tam, ale rychło.

Za dziesięć lat?
Wcześniej.

Śledząc media, właściwie można odnieść wrażenie, że to już się dzieje. Przykładny policjant z Łodzi, który zabił swoje dzieci siekierą. Inny łodzianin, który zatłukł na śmierć syna, skatował szwagierkę i połamał nogi jej 4-letniej córce. Uduszona kochanka na Śląsku, uduszona żona w Morągu. I jeszcze kilka matek morderczyń samobójczyń. To przegląd tematów z ostatniego miesiąca. Wszyscy ci ludzie w potocznym pojęciu zwariowali.
Jeśli pyta pani, co jest dziś normą w psychiatrii, a także o to, jakie są jej możliwości chronienia społeczeństwa przed skutkami wybuchów agresji innych ludzi – to nie uda nam się tego załatwić za pomocą jednej zwartej formuły. Bo to wszystko ma dużo szersze tło, począwszy od wpływu zanieczyszczenia środowiska na zmiany neurologiczne, a skończywszy na zjawiskach psychospołecznych, które stoją za tym, że zdrowi psychicznie ludzie zachowują się, mówiąc językiem potocznym, po wariacku. Zdecydowaną większość krwawych zbrodni popełniają osoby, w ujęciu medycznym, psychicznie zdrowe.

Co więc jest dziś normą w ujęciu psychiatry?
Psychiatria jest coraz bardziej powściągliwa w wyznaczaniu granic normalnych zachowań człowieka i ostrego przedziału między chorobą a zdrowiem psychicznym. W dużym stopniu związane jest to z negatywnymi doświadczeniami psychiatrii radzieckiej i wymordowaniem chorych psychicznie w Niemczech faszystowskich. Współczesna psychiatria odeszła też od wydawania świadectw zdrowia psychicznego – a jeśli już coś takiego ma miejsce, to zaświadczenie dotyczy jedynie braku przeciwwskazań dla wykonywania konkretnego rodzaju pracy i w większym stopniu stanowi element medycyny pracy niż psychiatrii. Po części także dlatego, że lekarze zdają sobie sprawę, jak ryzykowne dla człowieka jest przypięcie mu łatki pacjenta psychiatrycznego.

Oczywiście na użytek medycyny stosuje się pojęcie normy – to stwierdzenie braku choroby psychicznej. Ale już samą chorobę diagnozuje się w oparciu o bardzo wąskie kryteria i np. na potrzeby orzeczenia o niezbędności hospitalizacji psychiatrycznej.

Istnieje oczywiście szereg definicji naukowych dotyczących normy psychicznej – ale znajdują one zastosowanie raczej w pedagogice czy socjologii niż psychiatrii.

Znamienny jest przypadek Andersa Breivika, zamachowca z wyspy Utoya, który zabił 77 osób. Jeden zespół psychiatrów orzekł, że był on poczytalny, inny, że miał objawy schizofrenii paranoidalnej. Dwie opinie niestojące ze sobą w sprzeczności.
Osoba z diagnozą choroby zostanie uznana za poczytalną, jeśli w sposób świadomy i celowy zaplanowała wydarzenie, na przykład kradzież. Ale powtarzam: zdecydowaną większość zbrodni popełniają osoby zdrowe psychicznie. Reakcje agresywne, nawet skrajnie brutalne, nie muszą mieć związku z chorobą psychiczną. Nie muszą nawet mieć związku z chwilową niepoczytalnością. Mogą być wynikową natężenia bodźców i modelu rozwiązywania problemów – w tym wypadku za pomocą skrajnej agresji.

A rośnie nam ten poziom agresji?
Tak, ale ważniejsze jest to, jak zmieniają się modele radzenia sobie z tą emocją. Badania prowadzone między innymi przez Polską Akademię Nauk pokazują, że z różnych powodów od pewnego czasu znów wzrasta w Polsce poziom postaw autorytarnych w społeczeństwie. W latach 70., gdy przeprowadzono pierwsze takie badania, był on zaskakująco wysoki, by potem, w latach 90., radykalnie spaść. Teraz jednak znów wskaźniki poszły w górę. Znowu mamy na tyle wysokie wartości na skali, że iskra mogłaby u nas wręcz sprzyjać totalitaryzmowi; postawy autorytarne reprezentuje około 60 proc. z nas.

Jeśli sprowadzić temat do losów i zachowań pojedynczych ludzi – autorytarne postawy wiążą się z czarno-białym widzeniem świata, bo jego wizja jest oparta na poczuciu zagrożenia, konfliktu. Jeśli poziom lęku sięgnie dostatecznie wysoko, człowiek przełącza się na inny sposób myślenia. Ale dla osoby o postawie wyraźnie autorytarnej agresja staje się w takiej sytuacji pierwszym, odruchowym, sposobem rozwiązywania problemów.

Zabójstwa dzieci przez rodziców, samobójstwa rozszerzone, gdy człowiek chce zabrać ze sobą kogoś ważnego, też często mają źródło w podniesionym poziomie agresji, tyle tylko, że z różnych przyczyn skierowanej do wewnątrz, na siebie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj