Odkładanie na później – czy to się opłaca?
Myślenie last minute
Co łączy wybitnych sportowców, pilotów, maklerów i szczęśliwych małżonków? Umiejętność zwlekania do ostatniej chwili – przekonuje amerykański prorok prokrastynacji.
„Kreatywność jest efektem ubocznym marnowania czasu” - Albert Einstein
Nikita Vishneveckiy/PantherMedia

„Kreatywność jest efektem ubocznym marnowania czasu” - Albert Einstein

Piotr Socha/Polityka

Gdyby o przyczyny przegranej Agnieszki Radwańskiej w finale Wimbledonu zapytać Franka Partnoya, odpowiedziałby najpewniej, że Polka była na korcie zbyt pochopna. Tylko co o tenisie może wiedzieć profesor prawa i finansów Uniwersytetu San Diego, którego Amerykanie kojarzą głównie z trafnymi diagnozami ekonomicznymi publikowanymi w największych gazetach? Otóż w swojej nowej książce „Wait: The Art and Science of Delay” („Poczekaj: Sztuka i nauka odwlekania”) Partnoy zbliża się do tajemnicy sportowej maestrii bardziej niż większość doświadczonych komentatorów.

„Profesjonalni tenisiści i bejsboliści podejmują decyzje według tego samego dwustopniowego schematu. Najpierw orientują się, ile czasu mają na reakcję. A następnie opóźniają ją tak długo, jak to możliwe” – pisze Partnoy w rozdziale poświęconym dyscyplinom, które wymagają szczególnego refleksu. Według niego nawet tam, gdzie akcja rozgrywa się w ułamkach sekundy i zawodnicy teoretycznie nie mają czasu na świadome kalkulacje, zwycięzcami okazują się ci, którzy pozwalają sobie na najdłuższą zwłokę.

Partnoy powołuje się na przykład wybitnego tenisisty Jimmy’ego Connorsa. Ten swoje sukcesy zawdzięczał w dużej mierze wstrzemięźliwości. Chociażby decyzję o ustawieniu na korcie podczas przyjmowania serwisu podejmował o mgnienie oka dłużej, niż zwykli to robić inni gracze. Dzięki temu jeszcze w wieku 40 lat wygrywał z dwukrotnie młodszymi, znacznie sprawniejszymi fizycznie przeciwnikami.

Bejsbolowym odpowiednikiem Connorsa jest Albert Pujols, jeden z najlepszych pałkarzy świata. „Najpierw uważnie lustruje wzrokiem miotacza, potem starannie śledzi tor piłki, jednak powstrzymuje wszelkie działanie, dopóki nie przeanalizuje wszystkich danych i nie będzie miał pewności, że oto pojawiła się szansa na pewne odbicie – pisze Partnoy. – Innymi słowy, zachowuje się tak samo, jak Warren Buffett podczas inwestowania na giełdzie”.

Zasada „lepiej późno niż kiedykolwiek indziej” według Partnoya rozciąga się na wszelkie pola ludzkiej aktywności. Czy chodzi o przejęcie konkurencyjnej korporacji czy też o oświadczyny, umiejętność zwlekania z ostatecznym wyborem jest fundamentem dobrych decyzji. Dlatego schemat postępowania praktykowany przez genialnych sportowców – oszacuj dostępny czas, możliwie długo analizuj sytuację i błyskawicznie zadziałaj w ostatniej chwili – Partnoy poleca do naśladowania tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Jeśli dysponujemy 10 sekundami, powinniśmy poczekać aż do dziewiątej. Jeśli godziną, zadecydujmy w 59 minucie. A jeśli mamy rok, wówczas powstrzymajmy się z decyzją aż do sylwestra.

Tak właśnie postępują najwięksi eksperci w niemal każdej dziedzinie. Nawet gdy mają do dyspozycji krótką chwilę, odwlekają rozstrzygnięcia, tak aby racjonalne myślenie oraz intuicja mogły wykonać swoją robotę – tłumaczy Partnoy. – Jesteśmy niejako zaprogramowani do szybkich reakcji. Rozwój technologiczny dodatkowo sprzyja pokusie, by natychmiast odpowiadać na wszelkie impulsy. A przecież opierając się biologii i technice wiele moglibyśmy zyskać. I wielu błędów uniknąć.

Na zapobieganiu pochopnym decyzjom swoją skuteczność oraz konsekwentną popularność zbudował na przykład amerykański portal randkowy It’s Just Lunch. Twórcy serwisu nie pozwolili użytkownikom, by udostępnili sobie zdjęcia. W ten sposób zmusili ich, aby z każdym obiektem zainteresowania umówili się na lunch lub przynajmniej kawę. I w ten sposób spędzili razem odpowiednią ilość czasu, by podjąć odpowiedzialną decyzję o dalszym randkowaniu.

Podobnie jak w miłość od pierwszego wejrzenia Partnoy niespecjalnie wierzy w „efekt eureka”, w Polsce znany także jako „efekt aha!”. Chodzi o przekonanie, że wielkie innowacje zawdzięczamy nagłym olśnieniom. Według Partnoya takie iluminacje są jedynie zakończeniem długotrwałego, choć nie zawsze świadomego procesu, kiedy pomysł może spokojnie dojrzewać.

Przypomina chociażby historię kartek samoprzylepnych Post-it, którą zwykło się ilustrować „efekt eureka”. Po wnikliwszym zbadaniu sprawy odkrył, że dwóch wynalazców tego użytecznego drobiazgu poświęciło pracom nad nim aż 12 lat. Gdyby na którymkolwiek etapie oni lub ich zwierzchnicy wyciągnęli zbyt pochopne wnioski co do opłacalności projektu, świat nadal tonąłby w stertach luźnych papierków. Przypadkowi można przypisać jedynie kolor fiszek: wynalazcy zasugerowali się tym, że po sąsiednim laboratorium walało się mnóstwo żółtego papieru.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj