szukaj
Kto ma się zająć opieką nad polskimi seniorami?
Starość: problem młodych
Opieka nad starymi, schorowanymi ludźmi to narastający problem społeczny. Pozostawiony jest rodzinom. Co dewastuje je finansowo i fizycznie, niekiedy – także moralnie.
Polacy wciąż wyjątkowo głęboko mają wpojone przekonanie, że opieka nad starym członkiem rodziny to sprawa jego bliskich.
Dennis Macdonald/Getty Images

Polacy wciąż wyjątkowo głęboko mają wpojone przekonanie, że opieka nad starym członkiem rodziny to sprawa jego bliskich.

Na 400 tys. osób z chorobą Alzheimera jest w Polsce 12 domów dziennego pobytu. W Warszawie – jeden, z 12 miejscami!
Michael Prince/Corbis

Na 400 tys. osób z chorobą Alzheimera jest w Polsce 12 domów dziennego pobytu. W Warszawie – jeden, z 12 miejscami!

Liczebność w grupie 85+ za niespełna 20 lat wzrośnie, według szacunków GUS, z obecnych 520 tys. do 800 tys.
Marcel Oosterwijk/Flickr CC by SA

Liczebność w grupie 85+ za niespełna 20 lat wzrośnie, według szacunków GUS, z obecnych 520 tys. do 800 tys.

Nie ma w Polsce systemu, który zapewniałby wytchnienie osobom obarczonym opieką nad starszymi krewnymi przez okrągły rok 24 godziny na dobę. Nawet najwięksi herosi po kilku latach padają ze zmęczenia i próbują znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Choćby na tydzień lub dwa. Dla dobra chorego; żeby samemu się nie rozsypać i jeszcze trochę pociągnąć.

Dokąd, jeśli nie do szpitala?

W praktyce wygląda to tak: są państwowe domy opieki, ale dziś już bardzo drogie. W Warszawie koszt miejsca sięga nawet 5 tys. zł miesięcznie także w placówkach publicznych. Jest też ustawa o opiece społecznej, w której zapisano, że jeśli tylko senior ma rodzinę – np. dzieci – to one muszą pokryć pełny koszt pobytu. Dopiero jeśli wykażą, że nie mają dochodów, wkracza państwo, finansując pobyt. Te ośrodki zresztą niechętnie przyjmują pensjonariuszy na krótkie pobyty, więc nie mogą służyć jako wsparcie dla potrzebujących wytchnienia.

Więc zostaje szpital. Najczęściej – pod pozorem jakiegoś rozstroju żołądka, co zawsze można potwierdzić badaniami laboratoryjnymi, ujawniającymi zaburzony poziom elektrolitów. – Staruszek trafia na nasz oddział na obserwację, a wtedy dzieci spokojnie wyjeżdżają na urlop – zdradza praktykę podrzucania seniorów na oddziały internistyczne pielęgniarka ze Śląska. W takim wypadku szpital nie może odmówić hospitalizacji, choć wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwym powodem zapaści mogło być celowe głodzenie starszej osoby, choćby tylko przez dwa dni.

Zanim ktoś jednak zacznie potępiać takie zachowanie rodziny – co w naszym katolickim kraju przychodzi szczególnie łatwo – warto się zastanowić, czy tylko rodziny są tu winne i czy to wyłącznie im można wytykać znieczulicę? W szpitalu jest przynajmniej pewność, że w tym czasie babcia dostanie jedzenie i swoje leki.

Alternatywą są prywatne domy opieki, czasem nawet trochę tańsze od państwowych, ale o dyskusyjnym standardzie. W warszawskich Włochach, w góralskim klocku z lat 70., ze stromymi schodami, upchnięci po pięcioro w pokojach doczekują seniorzy, których pan kucharz, z więziennym tatuażem na powiece, dyscyplinuje, żeby nie byli niesforni. Czesne – od 2,5 tys. zł za miesiąc. Dla wielu i to za dużo. Przy krótszych pobytach – drożej.

Są też organizacje społeczne, skupione wokół chorób przypisywanych seniorom – np. Alzheimera lub Parkinsona – ale działają jedynie uzupełniająco. Oferują grupy wsparcia, które starają się asekurować umęczone rodziny, ale taka quasi-sąsiedzka pomoc też ma swoje ograniczenia; nie dociera do wszystkich miast, jest jej zdecydowanie za mało. No i nie jest całodobowa.

A w Kodeksie karnym mamy paragraf 210; narażenie życia i spowodowanie śmierci poprzez porzucenie, zagrożone karą do 8 lat pozbawienia wolności. Był przypadek w Lublinie, gdzie za brak należytej opieki nad babcią skazano jej wnuka. Pokłócił się z narzeczoną, nakarmił babcię, umył, przywiązał paskiem od szlafroka do wózka inwalidzkiego – i pojechał się godzić. Babcia zmarła. Wnuczek dostał wyrok.

W większości europejskich krajów tym ogniwem systemu, które organizuje pomoc, są samorządy. Policzono, że bardziej opłaci się skutecznie wspierać opiekunów, niż pokrywać koszty ich leczenia oraz wypalenia. Ale w Polsce – jak diagnozuje dr Paweł Kubicki, specjalista od polityki społecznej i ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej – lokalnym władzom się to nie opłaca.

Przede wszystkim dlatego, że wprowadzenie sensownej strategii wspierania seniorów to jest ciężka praca z efektem odroczonym na następną kadencję. W Wielkiej Brytanii eksperymentowano na przykład z lotnymi ekipami remontowymi, które przystosowują mieszkania seniorów na koszt państwa do ich zmieniającej się kondycji fizycznej. Tak żeby senior nie skakał po taboretach, próbując coś wyjąć z szafy. Zdiagnozowano bowiem, że od banalnego upadku zaczyna się zwykle pełna niesprawność. Efekty były wymierne. Senior nie złamie nogi, więc nie obciąży budżetu. W Polsce oszczędziłby na takich programach nie samorząd, ale państwo. Na poziomie samorządu nikt nie poczuje różnicy innej niż poprawa jakości życia niektórych osób. Większość wyborców preferuje więc nowe chodniki, a nie awangardowe rozwiązania socjalne.

U nas cały system wsparcia dla seniorów podzielony jest na podsystemy, które wzajemnie ze sobą nie współdziałają. Na przykład: senior złamie nogę. Trafia do szpitala i wpada w pierwszy podsystem – zarządzany przez Ministerstwo Zdrowia. Po zdjęciu gipsu powinien dostać się na rehabilitację, ale kolejka jest długa. Jeśli dzieci mają jakieś dojścia, to go przesuną w kolejce. Jeśli nie – straci sprawność. Dopiero gdy przestanie chodzić, wpadnie w drugi podsystem – pomoc społeczną, która też nie zapewni rehabilitacji – bo to są usługi z innego podsystemu. A ponieważ pomoc społeczna też się nie mieści w limitach wydatków, będzie zwlekać tak długo, jak się da, licząc na rodzinę seniora. Swego czasu głośno było o pismach procesowych, które pomoc społeczna pisała w imieniu niesprawnych podopiecznych przeciw ich rodzinom – braciom albo dzieciom, które zostały porzucone w dzieciństwie.

Kto, jeśli nie geriatrzy?

Co więcej, podsystem medyczny też jakby się uparł, żeby ignorować istnienie seniorów. Na Mazowszu nie ma żadnego oddziału geriatrii, ba, nawet jednego łóżka dla pacjentów geriatrycznych. Tragicznie pod tym względem wygląda sytuacja w całej Polsce.

Czytaj także

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj