Prawda o wielokulturowości
Lepiej się zamknąć czy otworzyć?
Fala niepokojów po publikacji karykatur Mahometa czy zamieszczeniu na youtube filmu urażającego muzułmanów dostarcza argumentów przeciwnikom polityki wielokulturowości, otwartości, budowania społeczeństw zróżnicowanych etnicznie oraz religijnie i tolerancji wobec odmienności. Czy słusznie?

Czy "zamkniętość" korzystniejsza jest niż "otwartość", jak głosił niedawno polski poseł PiS Mariusz Błaszczak? Pomyślmy. Kanada jest jednym z liderów w przyznawaniu obywatelstwa. Rozwija się stosunkowo dobrze. Klasa średnia się powiększa wychodząc z najniższych warstw społeczeństwa. Stany Zjednoczone są również wdzięcznym obrazem do porównań. Kilkadziesiąt lat temu w sposób systemowy zniesiono formalne granice stojące między rasami, dopuszczając tym samym do ich mieszania. Jakie są skutki tego eksperymentu? Podobnie jak w Kanadzie, czarnoskórzy obywatele, grupa przed którą wcześniej biali Amerykanie się zamykali, na przestrzeni jednego pokolenia opuściła najniższy stopień dochodów w drabinie społecznej. Jak pokazują badania, czarnoskórzy Amerykanie są też szczęśliwsi niż przed laty, podobnie jak ich biali sąsiedzi. Korzyści z otwarcia procentują w kolejnych pokoleniach.

W naszym rejonie wzorem może być Szwecja, gdzie według różnych szacunków mniej więcej co trzeci uczeń urodził się w innym kraju. Czy Szwedzi zyskują? Czy tracą? Czy jest tam plaga napadów na obcokrajowców? Ciężko wprost zestawić statystyki. Jednakże, gdybyśmy chcieli porównać Polskę i Szwecję pod względem liczby obcokrajowców przypadających na autochtona i liczby napadów na tle rasistowskim nasz kraj wypada znacznie mniej korzystnie niż wielokulturowa Szwecja.

Pomyślmy teraz, czy nie dotyka nas symboliczne "zamykanie granic" przed innymi Polakami, choćby przez ograniczanie pozwoleń na pracę (jak to miało miejsce w kilku krajach Europy, tuż po naszym wstąpieniu do Unii)? Czy nie jesteśmy dumni, gdy ci, którym udało się wyjechać, budują sukces kraju - gospodarza? Dlaczego domagamy się otwartości, gdy wyjeżdżamy, jednocześnie zamykając się przed przybyszami? Dlaczego chlubimy się wyjątkową gościnnością, podając przykłady sprzed kilkuset lat, na przykład z okresu kontrreformacji, a gdy ktoś mówi "sprawdzam", to nam ona nie wychodzi?

Czy wielokulturowość na pewno jest groźna? Raczej nie. Rosja szykuje się na przyjęcie przybyszów z Chin, którzy zajmą miejsca wymierających Rosjan (problem ujemnego przyrostu naturalnego nad Wołgą jest obecny w najważniejszych dysputach politycznych). W ten sposób chce walczyć z załamaniem się ogólnie pojętego systemu ubezpieczeń. Niemcy poszukują kilkuset tysięcy par wykwalifikowanych rąk do pracy. Wszystko jedno z jakiego kraju. My już teraz mamy podobnie dylematy. Na otwartości skorzystać możemy finansowo, społeczne, socjologiczne. Jeżeli te argumenty nie trafiają do przeciwników wielokulturowości, to szkoda. Stricte psychologicznych nie warto chyba już przytaczać.

 

Powstanie komentarza było możliwe dzięki grantowi Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego „Mobilność plus:  644/MOB/2011/0”.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj