Czy da się wyleczyć pedofila?
Mózgu nie da się wykastrować
„Nie da się zmienić czyjejś preferencji seksualnej. Pedofila podniecają dzieci i nie namówimy go nagle na to, żeby zaczął oglądać się za dorosłymi kobietami czy mężczyznami”.
Doug Plummer/Getty Images/FPM

„Nie da się zmienić czyjejś preferencji seksualnej. Pedofila podniecają dzieci i nie namówimy go nagle na to, żeby zaczął oglądać się za dorosłymi kobietami czy mężczyznami”.

Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.
Stanisław Ciok/Polityka

Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.

Na szczęście większość z naszych pacjentów nie jest tzw. wyłącznymi pedofilami – w spektrum ich pożądania seksualnego znajdują się również dorosłe osoby. Zdecydowanie ułatwia to terapię. Nierzadko zawiązują udane relacje partnerskie. Partnerki – zdarza się – wiedzą o problemie, są w stanie to zaakceptować. Terapię wzmacniamy lekami przeciwdepresyjnymi oraz na obniżenie popędu, nazywanymi kastracją chemiczną.

Prof. Janusz Heitzman, znany psychopatolog, twierdzi, że kastracja chemiczna to jedna wielka lipa.
Bo sama tabletka bez terapii to rzeczywiście lipa. W uproszczeniu mówiąc, to zwykła tabletka hormonalna obniżająca popęd. Jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić, że pedofil, który nie bardzo dostrzega swój problem, sam z siebie będzie łykał tabletkę, po której przytyje, będzie mu się chciało ciągle spać. I nie będzie w stanie odbywać jakichkolwiek kontaktów seksualnych. Ponadto lek nie jest refundowany. Miesięczny koszt terapii to około 400 zł.

To czemu był taki szum wokół tej tabletki. Premier przed laty zapowiadał przymusową kastrację pedofili, mając na myśli właśnie pigułki.
Bo wydaje się, że to da pewność. Że pedofil będzie miał mniejszą ochotę czy też nie będzie w stanie podjąć zachowań seksualnych. W Czechach swego czasu na pedofilach dokonywano pełnej fizycznej kastracji. Co teoretycznie powinno załatwiać sprawę. Okazało się, że jeden z pacjentów nie mogąc penetrować członkiem, robił to palcem. Ludzka seksualność zapisana jest w mózgu.

Czy pana pacjenci chcą korygować swoje mózgi?
Zdecydowana większość trafia do leczenia w kajdankach albo jeszcze w trakcie postępowań sądowych. Wielu z nich terapię traktuje jako szansę na niższy wyrok. Niektórzy wprost mówią, że gdyby nie zostali zatrzymani, pewnie nigdy by się nie zgłosili. Najczęściej dotyczy to złapanych na przeglądaniu albo gromadzeniu pornografii dziecięcej. Większość z nich raczej nie podejmuje aktywnych działań. Wielu nie czuło się dobrze ze swoją skłonnością, ale bali się szukać pomocy. W ciągu ośmiu lat pracy miałem tylko dwóch pacjentów, którzy zgłosili się sami. No, prawie sami. Jednego przyprowadziła matka, drugiego – żona. Dlatego złapanie jest dla nich elementem wybawienia. Są wreszcie osoby, które zgłosiły się z własnej woli po odbyciu kary – nie chcą wracać do więzienia.

Skandynawowie stawiają na leczenie pedofilów. Francuzi – na separację poprzez drakońskie wyroki. Amerykanie na surowe kary połączone z kontrolą, a nawet inwigilacją po wyjściu. A Polska?
Ma całkiem niezły system. Kodeks z surowymi karami. Ścigamy już za sam fakt oglądania treści pornograficznych z udziałem dzieci. Mamy system terapeutyczny w zakładach karnych. I poza nimi. Niedawno znowelizowaliśmy stosowną ustawę. Powołaliśmy ośrodki odpowiedzialne za przymusowe leczenie pedofilów. W rozporządzeniu ministra zdrowia sprzed prawie dwóch lat wymienione są trzy. Tyle że wszystko to tak działa tylko na papierze.

Na wyposażenie oddziału do leczenia pedofilów w Kłodzku dwa lata temu wydano 560 tys. zł. Do dziś nie trafił tam ani jeden pacjent.
W rzeczywistości żaden z tych trzech ośrodków nie zaczął jeszcze funkcjonować. W Choroszczy pod Białymstokiem jest trzech pacjentów, ale leczeni są poza specjalnie stworzonym oddziałem, żeby nie podnosić kosztów działania placówki. Mam nadzieję, że to kwestia czasu. Brakuje ludzi, którzy chcieliby się zająć tymi pacjentami i mają do tego kwalifikacje. W Polsce jest zaledwie kilkunastu specjalistów. W ogóle słaba jest świadomość zjawiska i jego złożoności. Co próbują wykorzystywać obrońcy oskarżonych.

Przykład?
Pewien mężczyzna oskarżony był o posiadanie pornografii dziecięcej. Jego prawnik doszukał się w literaturze medycznej niezwykle rzadkiego schorzenia genetycznego, które powoduje zaburzenie rozwoju cielesnego. Dotknięta tą chorobą może być 20-latka z ciałem 12-latki. Jego klient – jak twierdził – był przekonany, że ogląda zdjęcia osób dotkniętych tą chorobą i z pedofilią nie miało to nic wspólnego.

A jak do tego typu spraw podchodzą policjanci, prokuratorzy?
Wielu z nich wyraźnie unika tych spraw. Może ze strachu, może z niesmaku, może z poczucia, że jest w nich zbyt dużo złości, żeby się tym zajmować. Czasami bywa tak, że zrzucają wszystko na biegłych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj