Czy da się wyleczyć pedofila?
Mózgu nie da się wykastrować
„Nie da się zmienić czyjejś preferencji seksualnej. Pedofila podniecają dzieci i nie namówimy go nagle na to, żeby zaczął oglądać się za dorosłymi kobietami czy mężczyznami”.
Doug Plummer/Getty Images/FPM

„Nie da się zmienić czyjejś preferencji seksualnej. Pedofila podniecają dzieci i nie namówimy go nagle na to, żeby zaczął oglądać się za dorosłymi kobietami czy mężczyznami”.

Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.
Stanisław Ciok/Polityka

Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.

Niemieckie prawo nakazuje każdemu pedofilowi oddać próbkę DNA. To wyraźne ostrzeżenie: następnym razem będzie dużo łatwiej cię złapać.
Proste i skuteczne. Taki obowiązek powinien być wprowadzony nie tylko w przypadku pedofilii. To nas mocno przybliża do Orwella, ale jednocześnie zdecydowanie usprawnia pracę organów ścigania.

Czy rodzice powinni mieć prawo dowiedzieć się, że w ich sąsiedztwie mieszka pedofil?
Nie jestem zwolennikiem powołania centralnego rejestru pedofilów. To będzie budowało lęk społeczny i piętnowało ludzi, którzy mają szanse, żeby się zresocjalizować. Wolę rozwiązania, które dają realną zmianę. Byłbym raczej za wprowadzeniem obowiązku legitymowania się zaświadczeniem o niekaralności z artykułów dotyczących przestępstw przeciwko wolności seksualnej we wszystkich tych placówkach, gdzie pracuje się nie tylko z dziećmi, ale i niepełnosprawnymi.

Każdy nauczyciel, druh, ksiądz, przedszkolanka, ale też woźny czy palacz zatrudniony w instytucji związanej z dziećmi przynosi takie zaświadczenie o niekaralności z rejestru skazanych i mamy jasną sprawę w tej kwestii.

Za kilka miesięcy z więzienia wyjdzie Mariusz Trynkiewicz (POLITYKA 12). Pedofil, który brutalnie wykorzystał i zabił czterech chłopców.
Sprawę Trynkiewicza znam z mediów – z artykułów wynika, że on nie ma zamiaru zaprzestać przemocy seksualnej wobec dzieci, że nie żałuje tego, co zrobił, nie odczuwa dyskomfortu z faktu posiadania takich potrzeb seksualnych. Jeśli tak jest, to prawdopodobieństwo powodzenia jego terapii byłoby znikome. W przypadku wychodzących na wolność skazanych za przestępstwa ze szczególnym okrucieństwem trzeba by pilnie ustanowić jakieś zabezpieczenia: dozór policyjny czy kuratora lub leczenie w warunkach zakładu zamkniętego.

To jak się bronić?
Postawmy na edukację dzieci i rodziców. Dziecko powinno być świadome, jakie zachowania dorosłych przekraczają dopuszczalne granice. Czyli, co należy natychmiast zgłosić opiekunom. Edukacja powinna być odpowiednia dla poszczególnych grup wiekowych, a zaczynać się już w przedszkolu. Rodzice muszą wiedzieć, na jakie zachowania dzieci należy zwrócić uwagę. Jak przedszkolak mówi (przepraszam za sformułowanie wyjęte żywcem z akt pewnej sprawy sądowej) o „wsadzaniu w cipę”, to niech rodzic dołoży starań, żeby się dowiedzieć od niego, skąd się to wzięło w jego słowniku. Niech rodzice sprawdzają, co się dzieje z ich dziećmi, gdy zostawiają je pod opieką sąsiadów, na zajęciach pozaszkolnych. Znaczna część sprawców to osoby znane dziecku, ktoś, komu „nie wypada nie ufać”.

Nie wypada nie ufać księdzu dyrektorowi szkoły, który podczas otrzęsin oczekuje zlizywania piany z kolan?
Tu właśnie kłania się kwestia edukacji i świadomości dzieci, ale też rodziców. I nie trzeba mieć nie wiadomo jakiej wiedzy z zakresy seksuologii. Wystarczy sobie wyobrazić, że szef w pracy każe nam robić coś takiego. Jak byśmy zareagowali? Ale godzimy się, żeby robiły to dzieci, i uważamy, że nic się nie stało. Zdarzyło mi się kilka razy opiniować sprawy, gdzie w zasadzie nikt nie dotykał nikomu genitaliów. Zadowalał się np. lizaniem ucha, co w pewnym kontekście dawało mu oczekiwany rodzaj satysfakcji seksualnej. Uważam, że cała ta sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Straszymy Trynkiewiczem, a prawdziwe koszmary dzieci spotykają najczęściej w najbliższym otoczeniu?
Tak, ale nie możemy też przyjąć, że każdy wujek, sąsiad, pedagog, ksiądz czy druh jest mężczyzną podejrzanym. Ofiarami częściej bywają dzieci zaniedbywane emocjonalnie przez rodziców. Które chętnie skorzystają z propozycji przenocowania, podczas gdy w domu trwa awantura, albo przyjdą na zupę, bo rodzice od tygodnia piją i nie mają złotówki na jedzenie. Takie dzieci są w stanie ponieść wysokie koszty za przytulenie, za zainteresowanie, za substytut miłości, za jedzenie. Jak powiedział jeden z naszych „opiekuńczych” pacjentów, przecież nie ma nic za darmo.

Wyleczyć się pedofila nie da. Trudno się dziwić radykalnym propozycjom…
…że takich to lepiej na krzesło elektryczne, a nie ładować kasę i tracić czas? Jasne, że efektów nie można być pewnym. Ale jasne też, że w dzisiejszej Europie nie ma kary śmierci. I właśnie dlatego trzeba próbować ich leczyć. I starać się, by ich potencjalne ofiary nigdy ofiarami nie zostały. Tylko tyle i aż tyle.

rozmawiał Juliusz Ćwieluch

Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj