Życie polityczne dzikich

Ubiegły tydzień należał do Stanów Zjednoczonych. Amerykanie mieli prawdziwy wybór. Z jednej strony biały milioner, który – jak mówią Amerykanie – urodził się ze srebrną łyżeczką w buzi, syn biznesmena i ministra. Polityk inteligentny, doświadczony, ale lawirant, który w życiu starał się zagarnąć jak najwięcej władzy oraz pieniędzy, przekonany, że skoro jemu się udało, to każdemu może się udać. Z drugiej strony polityk z korzeniami rodzinnymi w Kenii i na Hawajach, elegancko zwany dziś Afroamerykaninem, o poglądach centrolewicowych, prawnik, doświadczony w pracy z biedotą. W odróżnieniu od Romneya, Obama miał dzieciństwo trudne i nieuporządkowane. Dzieciństwo obu tych polityków ukształtowało w pewnym stopniu ich poglądy.

W młodości miałem dwie książki, z których „uczyłem się Ameryki” – Józefa Chałasińskiego (...)

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij