Z życia sfer
Pokłosie marszu
Film „Pokłosie” wywołał wielkie patriotyczne wzmożenie części społeczeństwa.

Ponieważ film ten jest antypolski, aktor Maciej Stuhr, który wziął w nim czynny udział, w niektórych kręgach przestał być uważany za Polaka. Postawa Stuhra budzi w tych kręgach niesmak, bo nie dość, że – jak się okazało – wystąpił on w „Pokłosiu” dobrowolnie i za pieniądze, to teraz, zamiast za to przeprosić, uparcie broni filmu.

Prezes Kaczyński, który „Pokłosia” nie zamierza oglądać, zapowiedział już, że jak dojdzie do władzy, to filmów takich jak „Pokłosie” nie będzie. Ale na razie film ten jeszcze jest i, niestety, dzieli naród. Jedna część narodu twierdzi, że było właśnie tak, jak to przedstawiono w tym filmie, druga twierdzi zaś, że może było, a może nie, dlatego niczego nie należy przesądzać. Zdaniem tej części dopóki nie ma absolutnie niepodważalnych dowodów na to, że było tak, a nie inaczej, żadnej wersji nie sposób wykluczyć i obie powinny być dalej badane przez komisję złożoną z niezależnych, propolskich historyków z IPN.

Patriotyczne wzmożenie wywołane „Pokłosiem” zbiegło się z obchodami Święta Niepodległości. Urządzony z tej okazji marsz okazał się spektakularnym pokazem siły i sprawności organizacyjnej, chociaż do dziś nie wiadomo czyjej. Według jednych, siłę i sprawność organizacyjną pokazała judeosceptyczna prawica, szykująca się do generalnej rozprawy z polską demokracją. Ale zdaniem innych jeszcze większą siłę i sprawność organizacyjną zademonstrowała policja. Ponieważ obie siły wystąpiły dobrze zamaskowane, nie ma pewności, kto w tym marszu był kim oraz kto go wygrał.

Przeważa opinia, że wygrała policja, gdyż zamaskowanych policjantów było więcej niż zamaskowanych przedstawicieli radykalnej prawicy i to ci policjanci gonili i łapali judeosceptyków, a nie na odwrót. Przewagę policji potwierdzają m.in. organizatorzy marszu i niektórzy politycy PiS, twierdząc, że policjanci ubrani w kominiarki wmieszali się w maszerujący tłum, a następnie w celu zakłócenia marszu sami brutalnie zaatakowali kolegów w mundurach.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że to właśnie mundurowi podczas marszu najbardziej ucierpieli. Po drugiej stronie straty były o wiele mniejsze – ucierpiała jedynie pisarka Konopnicka, autorka słów odśpiewanego podczas marszu utworu „Rota” – którą przedstawicielki feministycznej lewicy nazwały lesbijką. Dobrego imienia Konopnickiej musiał osobiście bronić w mediach jeden z organizatorów marszu, były poseł Zawisza, który dał do zrozumienia, że osoby oskarżające wielką pisarkę same są lesbijkami.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj