Mizerski na bis
Kulisy antyterrorystycznej kuchni

Dziś wiemy już, że zdemaskowanie terrorysty Brunona K. możliwe było wyłącznie dzięki wysiłkom ABW. Postanowiłem zobaczyć, jak wygląda codzienna praca w miejscu, gdzie sukces ten się narodził – w Sekcji ds. Inspirowania i Zwalczania Działalności Wybuchowej ABW.

– Nie, nie. Więcej agentów nie dam, bo nie mam! – Szef sekcji rzuca słuchawką z takim impetem, że przekrzywia mu się na głowie służbowa kominiarka. – Sam pan widzi, jaka jest sytuacja – rozkłada ręce, odwracając się do mnie na obrotowym fotelu. – Brakuje wszystkiego: funduszy, uprawnień, a przede wszystkim ludzi do pracy operacyjnej.

Niedawno Brunonowi K. musiał przydzielić dwóch agentów ABW. Ale przypadek Brunona K., powiada, to tylko czubek góry lodowej. Takich rozsianych po Internecie Brunonów K. jest obecnie kilkuset. – Każdemu trzeba posłać agenta, a na etatach mam ograniczoną liczbę ludzi. Wszyscy są już zaangażowani w jakieś przedsięwzięcia terrorystyczne. Aktywność różnej maści szaleńców jest w sieci tak duża, że część naszych musi działać pod przykrywką w kilku spiskach naraz. Są przemęczeni, czasem trudno im się połapać, na zebraniu której grupy spiskowców akurat są.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj