DEBATA: Ubój rytualny – dopuścić czy odpuścić?
Prawa człowieka, prawa zwierząt
Jeśli rząd nie zgłosi zastrzeżenia, od 1 stycznia 2013 r. obowiązywać będzie w Polsce unijne rozporządzenie dopuszczające ubój rytualny. Na pewno nie zakończy to sporu przedstawicieli przemysłu mięsnego i obrońców praw zwierząt.
Polityka.pl

Czy Polska powinna zezwolić na ubój rytualny?
Marianne Perdomo/Flickr CC by SA

Czy Polska powinna zezwolić na ubój rytualny?

Czytaj także

Polska jest jednym z globalnych potentatów w produkcji mięsa pochodzącego z uboju rytualnego. Jednak tylko niewielki jego ułamek trafia na krajowe stoły – większość wysyłana jest do Izraela, Turcji, Francji i krajów arabskich. Jego odbiorcami są wyznawcy judaizmu i muzułmanie, których zasady religijne wymagają, aby spożywali mięso koszerne lub – w islamie – halal (zwierzę przed śmiercią nie może być ogłuszone).

To dochodowy biznes – wartość eksportu mięsa z uboju rytualnego szacuje się na 1,2-1,5 mld złotych rocznie. Co jednak cieszy branżę mięsną, smuci obrońców praw zwierząt.

Unijne nadrzędne

27 listopada b.r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że rozporządzenie ministra jest sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt i zezwolił na jego stosowanie jedynie do końca roku. Zdaniem Trybunału rozporządzenie, jako akt niższego rzędu, nie może wykraczać poza dopuszczalny zakres ustawy. Od wielu dni w mediach pojawiają się spekulacje, w jaki sposób rząd - a dokładniej ministerstwo rolnictwa, będące w gestii PSL - zamierza uporać się z tym problemem. Według doniesień przygotowywany przez klub PSL projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, legalizujący ubój rytualny, miałby trafić tzw. szybką ścieżką pod obrady Sejmu jeszcze w grudniu.

Niezależnie od tego, jak potoczą się sejmowe losy projektu, od 1 stycznia 2013 r. w życie wchodzi unijne rozporządzenie, które dopuszcza ubój rytualny. Jego obowiązywanie mogłoby zostać wstrzymane jedynie wtedy, gdyby polski rząd zgłosił odpowiednie zastrzeżenie. Premier Donald Tusk mówił ostatnio, że poza analizą konkretnych zysków dla Polski i naszego rynku pracy, „trzeba wyjaśnić, jaka jest różnica, jeśli chodzi o cierpienie zwierząt, między ubojem rytualnym, a tradycyjnym”. - Do tej pory otrzymywaliśmy informacje, że jakiejś jakościowej różnicy nie ma, jeśli chodzi o poziom cierpienia zwierząt – dodał premier.

Cierpienie czy łagodzenie

Jednak obrońcy praw zwierząt alarmują, że jest inaczej. Ich zdaniem zwierzę kona w cierpieniach i jest to niehumanitarny sposób jego uśmiercania. O sposobie, w jaki zabijane są zwierzęta pisała niedawno w POLITYCE Agnieszka Sowa: „Najpierw, poganiane elektrycznym pastuchem, wchodzą pojedynczo do stalowej komory w kształcie walca. Walec zamyka się, krowa musi wystawić głowę przez jedyny otwór. Stalowe pudło obraca się o 180 stopni, krowa leży w klatce do góry nogami, pneumatyczny chwytak unieruchamia jej głowę, wyginając szyję do tyłu. Rzezak wypowiadając słowa modlitwy podrzyna zwierzęciu gardło. Krew chlusta do góry. Walec wykonuje następne pół obrotu, krew leje się już zgodnie z prawami fizyki. Walec otwiera się i krowa wypada na stalową kratownicę. Co któraś wychodzi o własnych siłach, wierzga i rzuca głową, czasem wstaje i – mimo że wszystko jest śliskie od krwi – próbuje uciec. Agonia trwa około dwóch minut. Wszystko w rytm łomoczącej maszynerii”.

Na decyzję Trybunału zareagowali przedstawiciele społeczności żydowskiej, którzy podkreślają konstytucyjne prawo wyznawców judaizmu do przestrzegania tradycji przodków i życia zgodnego z religią: „Nie zgadzamy się na nazywanie szechity (uboju rytualnego zwierząt zgodnie z prawem żydowskim) metodą gorszą lub skazującą zwierzę na większe cierpienie niż to, zadawane w przypadku uboju nierytualnego. Celem szechity jest zabicie zwierzęcia w sposób możliwie najszybszy i sprawiający jak najmniej bólu. Nie jest takim ogłuszanie zwierzęcia przed ubojem. Badania naukowe potwierdzają, że 5 – 15 proc. przypadków ogłuszania nie pozbawia zwierzęcia świadomości. Umiera ono wówczas w okrutnych cierpieniach. Należy także zwrócić uwagę na fakt, że ogłuszanie polega na: porażeniu zwierzęcia prądem, gazowaniu w zamkniętym pomieszczeniu przy użyciu dwutlenku węgla lub miażdżeniu centralnego układu nerwowego. Szechita zakłada zabicie poprzez jedno podwójne cięcie, wykonane specjalistycznym nożem, które umożliwia precyzyjne przecięcie tętnic tchawicy i splotów nerwowych, a w konsekwencji natychmiastową utratę świadomości” – napisał Piotr Kandlčik, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce.

Stanowiska tego nie da się w tej chwili pogodzić z ustawą o ochronie zwierząt, zgodnie z którą zwierzę w ubojni może zostać uśmiercone tylko po uprzednim pozbawieniu świadomości przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje.

Jak zatem, pogodzić i czy w ogóle da się pogodzić prawo do swobody religijnej i obrońców praw zwierząt? Czy w tej sprawie możliwy jest jakikolwiek kompromis? Które prawo powinno być nadrzędne? A może powinniśmy patrzeć wyłącznie na skutki ekonomiczne tych rozwiązań (np. miejsca pracy w branży)? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum!

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij