Nowa mowa
Gimbaza

Czyli gimnazjum. Dosłownie: baza, do której zjeżdżają gimbusy – w tym wypadku nie tylko te rozumiane jako pojazdy, ale raczej indywidua objęte jednym ze szczebli nowego polskiego systemu edukacyjnego. Wojciech Orliński, który na łamach „Gazety Wyborczej” zjawisko opisał niedawno dość szeroko, zdefiniował gimbazę jako „określenie całej demografii najmłodszych nieokrzesanych nastolatków”. Co nie zmienia faktu, że często wystarczy powiedzieć „gimnazjum przyszło”, żeby wzbudzić postrach, zaciekawienie lub zażenowanie, żeby podniosło się ciśnienie, ręce opadły, a głąb przestał się kojarzyć z kapustą.

Tego etapu życia nigdy nie wiązało się z dowcipem wysokich lotów, krasomówstwem i dobrymi manierami. A zamknięcie demograficznych gimbusów w gimbusiarni bądź w gimbazie pozwoliło tylko łatwo całe zjawisko nazwać. Wszystko wskazuje też na to, że w Polsce ostatnich kilkunastu lat wytworzył się rodzaj kultury utożsamianej z trollowaniem w Internecie i cytowaniem z pamięci dialogów z serialu „Włatcy móch”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj