Ostatnia walka Gołoty
Powrót Enigmy
Andrzej Gołota to pięściarz niespełniony i niepogodzony z tym, jak potoczyła się jego kariera. W wieku 45 lat znowu się bił. Właściwie dlaczego?
Andrzej z żoną Mariolą i synem Andrzejem, 2010 r.
Wojciech Olszanka/EAST NEWS

Andrzej z żoną Mariolą i synem Andrzejem, 2010 r.

Na Andrzeja Gołotę można wpaść ostatnio w centrum Warszawy. Przeważnie wieczorami, bo wcześniejsze godziny wypełniają mu treningi oraz promocja zaplanowanej na 23 lutego walki z Przemysławem Saletą. – Już nie ta sława – narzeka. – Muszę ludzi zaczepiać, pytam: poznajesz mnie? – zanosi się śmiechem.

Nie ten Endrju – kiedyś ciężko było od niego kupić słowo, wstydził się jąkania. Dowcipny i błyskotliwy bywał tylko w gronie dobrych znajomych. Teraz nabrał do siebie dystansu, znikła gdzieś dawna trema. Co nie znaczy, że nagle zebrało mu się na refleksje dotyczące życia i kariery. Jak nie chce o czymś mówić, ucina: – A takie tam bajery, rowery. Albo: – Niezłe było kino, co?

Więc Endrju jest wyluzowany, a środowisko pięściarskie komentuje: trudno, żeby się spinał, bo przecież tego Saletę ugotuje na miękko. – Lubię Przemka. To fajny, porządny chłopak, ale jak wytrzyma z Andrzejem trzy rundy, może być z siebie dumny. Albo jest się celebrytą, albo zawodowym pięściarzem – uważa jeden z trenerów. Gołota: – Sam jestem ciekaw, czy się jeszcze do ringu nadaję. Nie deklaruję, że to moja ostatnia walka. Czegoś, cholera, w życiu brakuje.

Ale już całkiem poważnie dodaje, że wreszcie wyleczył lewą rękę i znów w ringu może wszystko, choć w nieco wolniejszym tempie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną