Nowa rewolucja za progiem: bunt staruszków
Nadciąga srebrne tsunami
Starość przestaje oznaczać umieranie. Oznacza nową pełnię, która musi być inna, ale nie chce i nie musi być gorsza od poprzednich.
Cathy Yeulet/PantherMedia

Starość przestaje oznaczać umieranie. Oznacza nową pełnię, która musi być inna, ale nie chce i nie musi być gorsza od poprzednich.

My ze spalonych snów,

My z głodujących jaw.

Za strach i lęk, za lata łez,

Już zemsty nadszedł czas.

Więc zarepetuj broń

i w gołowąsa mierz!

Słychać już stuk lasek o bruk,

Brzmi geriatryczny śpiew.

Więc naprzód, starcy, marsz.

Świat ignoruje nas.

Lecz zadrży młódź i zginie młódź

Z ręki wiekowych mas.

W wydanej sześć lat temu powieści „Rebelia” (z której pochodzi przeróbka Marszu Gwardii Ludowej) nominowany do Paszportu POLITYKI olsztyński pisarz Mariusz Sieniewicz opisał rewoltę staruszków. Krew leje się w niej obficie, ale główna ofiara nie ma skóry ni kości. Jest nią kulturowy owoc rewolty lat 60. Dogorywający dziś bożek młodości, który rządził Zachodem przez pół wieku.

Sześć lat temu wizja Sieniewicza błądziła na pograniczu fantasy i nadrealizmu. Dziś jest to metafora procesu, który zachodzi w większości rozwiniętego świata. Bo najliczniejsza generacja w historii wkracza w starość z impetem podobnym do tego, z jakim 50 lat temu wkraczała w dorosłość. Jak wtedy dzięki swej liczebności i determinacji bezwzględnie upomniała się o przyznanie równych praw młodości, tak dziś bezwzględnie, choć inaczej, upomina się o prawa starości.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną