Czy można nie kochać własnego dziecka?
Cisza nad łóżeczkiem
Nie kocham swojego dziecka – takie wyznanie to jedno z najsilniejszych tabu.
Czasem dziecko przychodzi nie w porę. Za wcześnie. Rodzic sam jest dzieckiem, względnie infantylnym prawie dorosłym – niedorosłym.
Piotr Marciński/PantherMedia

Czasem dziecko przychodzi nie w porę. Za wcześnie. Rodzic sam jest dzieckiem, względnie infantylnym prawie dorosłym – niedorosłym.

Bycie z dzieckiem bywa dla psychiki zagrożeniem także dlatego, że wyzwala więcej silniejszych doznań niż jakikolwiek inny związek.
Mirosław Gryń/Polityka

Bycie z dzieckiem bywa dla psychiki zagrożeniem także dlatego, że wyzwala więcej silniejszych doznań niż jakikolwiek inny związek.

Gdy stan psychiczny kobiety jest poważny albo jeśli włączają się kolejne cielesne choroby, których geneza tkwi w psychice – następuje emocjonalne rozstanie z dzieckiem.
Mirosław Gryń/Polityka

Gdy stan psychiczny kobiety jest poważny albo jeśli włączają się kolejne cielesne choroby, których geneza tkwi w psychice – następuje emocjonalne rozstanie z dzieckiem.

To miało przyjść. Koleżanki zapewniały, że tak się z czasem stanie. Partner – jeszcze gdy była w ciąży – mówił, że matka zaczyna kochać dziecko, jak tylko je zobaczy. Potem, że gdy ono zaczyna się uśmiechać. Potem przestał o tym z nią rozmawiać. Po czterech latach od urodzenia córki ona wciąż żałuje, że jej dziecko jest. Karmi je, prowadzi do przedszkola, wychowuje, ale chciałaby, żeby córka zniknęła. Nie chce sobie z tym radzić. Ani słuchać, że będzie dobrze. Poszła kiedyś do specjalisty. Ten żadnych odstępstw od normy nie znalazł.

Brak miłości do dziecka wymyka się psychiatrycznym klasyfikacjom. O ile dobrze ma się powszechne przekonanie, że ta właśnie jest najbardziej oczywistą i najsilniejszą z ludzkich miłości, o tyle naukowcy toczą spory, czy to, co miałoby ją napędzać – instynkt macierzyński – na pewno istnieje. Sygnały nieumiejętności kochania pulsują w medialnych wypowiedziach i upublicznionych kilka tygodni temu zapiskach Katarzyny W. (jeśli wierzyć w ich autentyczność), której proces o zabójstwo córki właśnie rusza. Bardziej otwarte wyznania czyta się na kobiecych forach: „nienawidzę swojego dziecka”, „nie kocham mojego dziecka, jest mi obojętne”. Wyłącznie anonimowo. Potem jest o strachu przed samą sobą, zagubieniu, samotności, rezygnacji.

A jeszcze niżej, w odpowiedzi – litanie wyzwisk. Oraz oferty adopcji i trochę lukrowanych zapewnień, że to na pewno przecież w końcu przyjdzie, bo to prawo natury.

Gdy zatnie się na rozruchu

Pierwsze dni macierzyństwa to jedyny czas, gdy do niechęci, obojętności, odrazy wobec synów i córek można się przyznać. Bo jeszcze jest nadzieja, że to się wszystko jakoś ułoży pod społeczny standard. Inni mogą te stany uspokajająco tłumaczyć – zaburzeniem hormonalnym, szokiem, przemęczeniem. Bo to przeżycia tak częste, że nie sposób ich nie dostrzegać. Smutek, baby blues, przygnębienie przez kilka dób po porodzie dotyka od 50 do 80 proc. kobiet. 10–30 proc. cierpi bardziej i dłużej przez poporodową depresję. Mniej liczne dosięga stres pourazowy lub psychoza poporodowa.

Czasem napędza te procesy sama medycyna. – W licznych szpitalach rodzącym kobietom rutynowo podaje się kroplówkę z oksytocyny, czyli leku, który wpływa na wzmocnienie akcji skurczowej w porodzie, ale w efekcie zaburza się produkcja własnej oksytocyny, hormonu, który ma kluczowe znaczenie w budowie więzi matki z dzieckiem – tłumaczy Joanna Pietrusiewicz, prezeska fundacji Rodzić po Ludzku. Wiele kobiet odczuwa po prostu jakiś brak – w pewnym stopniu wytłumaczalny chemicznie.

Najsłabsze poporodowe smutki i napięcia zwykle odchodzą same, wyparte przez budzące się poczucie więzi z dzieckiem. Gdy jednak na tym początkowym etapie coś się w mechanizmie zatnie, oficjalny system wsparcia rzadko jest skuteczny, a czasem wręcz pogłębia kłopoty. – Pomoc specjalisty bywa wówczas niezbędna – podkreśla Joanna Pietrusiewicz. – Nie ma obowiązku, by na oddziałach położniczych był dostępny psycholog. A nawet jeśli jest, to pacjentki często o tym nie wiedzą.

Szukając wsparcia na własną rękę, skazane są na płatne wizyty w prywatnych gabinetach psychologów czy psychiatrów. Państwowe przychodnie z wielotygodniowymi kolejkami są dla nich bezużyteczne. To nie działa.

A gdy stan psychiczny kobiety jest poważny albo jeśli włączają się kolejne cielesne choroby, których geneza tkwi w psychice – następuje emocjonalne rozstanie z dzieckiem. W Polsce nie ma oddziałów szpitalnych dla dorosłych, na których pacjentka mogłaby być z noworodkiem. Leczy się matkę. Problem się pogłębia. Im mniej czasu w bliskości, im mniej dotyku, tym trudniej o więź. Stan się utrwala.

Gdy sama jest dzieckiem

Czasem dziecko przychodzi nie w porę. Za wcześnie. Rodzic sam jest dzieckiem, względnie infantylnym prawie dorosłym – niedorosłym. „Wiesz, dlaczego jest Antoś? – Bo uprawialiśmy seks i zaszłaś w ciążę. – Nie, bo chciałam. Bo chciałam mieć kogoś do kochania” – wyznaje swojemu partnerowi Natalia, 17-letnia bohaterka filmu Kasi Rosłaniec pod przewrotnym tytułem „Baby blues”.

Natalia nie cierpi na smutek poporodowy, jej dziecko ma kilka miesięcy. Ale miłości, którą zaplanowała, nie umie mu dać. Widzi w synu żywą, lecz kłopotliwą zabawkę, podrzuca obcym, pieniądze na jedzenie wydaje na imprezy.

W 2011 r. 16 tys. polskich nastolatek urodziło dzieci. Dr Milena Gracka-Tomaszewska z Wydziału Psychologii UW ocenia, że jeśli dziewczęta w tym wieku postanawiają zostać matkami, często robią to z powodów podobnych do tych, o których mówi filmowa bohaterka. – Taka potrzeba posiadania dziecka wyrasta z jakiegoś braku, z poczucia, że się czegoś nie dostało w relacji z ważnymi osobami – miłości, opieki, troski.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj