Rok po katastrofie pod Szczekocinami
Niedbalstwo we krwi?
Do katastrofy pod Szczekocinami nie doszłoby, gdyby nie błędy dyżurnych ruchu - napisali autorzy raportu Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych w rok po zderzeniu pociągów, w wyniku którego zginęło 16 osób, a około stu zostało rannych. Jak to możliwe, że pracownicy nie potrafili obsługiwać podstawowych w swojej pracy urządzeń?

Raport Komisji wytyka także błędy maszynistów prowadzących oba pociągi i niedostateczny nadzór nad stanem infrastruktury kolejowej oraz procesem jej modernizacji. W świetle analiz psychologicznych bagatelizowanie zasad, reguł i procedur, a z drugiej strony brak szacunku dla kompetencji, profesjonalizmu i indywidualnego sukcesu wygląda na mocno ugruntowaną w naszym społeczeństwie tendencję. Najbardziej spektakularnym i najtragiczniejszym jej skutkiem były zaniedbania, które ostatecznie doprowadziły do  wypadku prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.

Symptomy takiej postawy można jednak dostrzec także w innych, codziennych zjawiskach. Niektóre z nich to powszechne przyzwolenie na ściąganie – od pierwszych klas w szkole podstawowej do ostatnich lat studiów - czy zdobywanie pozornego wykształcenia dla czysto formalnego tytułu i nic nie znaczącego dyplomu, a jednocześnie bagatelizowanie sensu rzetelnego kształcenia zawodowego. Inne przykłady: przekonanie, że pierwszy milion trzeba ukraść - kompletnie niezrozumiałe na przykład dla członków społeczeństw anglosaskich - albo dorabianie negatywnych życiorysów przedstawicielom władzy (na przykład przez przypisywanie im, w formie zarzutu, żydowskich korzeni).

Prof. Bogdan Wojciszke ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej uważa, że próby wyjaśnienia tych skłonności do niedbalstwa i kwestionowania kompetencji oraz całego systemu doświadczeniem komunizmu są uproszczeniem. Spostrzeganie systemu jako nieprawomocnego, a władzy jako narzuconej, to po prostu nasza dość trwała cecha. Zdaniem psychologa ma ona rzeczywiście korzenie historyczne, ale znacznie dłuższe. - Jedną z takich dawnych przyczyn jest brak grup społecznych, dla których przestrzeganie reguł było korzystne. W systemie feudalnym ledwie kilka procent społeczeństwa odnosi korzyści, a reszta – chłopstwo, niezależnie od swoich wysiłków - żyje na poziomie minimum egzystencji. U nas system feudalny trwał niesłychanie długo, dopiero w latach 60 XIX w. zniesiono poddaństwo – zauważył psycholog społeczny w rozmowie z „Polityką”. W krajach Zachodu mieszczaństwo, grupa, która mogła odnieść osobiste korzyści z grania fair, było już wtedy silne. I decydowało o kształcie demokracji. Dziś wciąż słaba jest w Polsce klasa średnia, naturalny spadkobierca tej grupy.  

Znaczenie miał też fakt, że w XIX w., gdy w członkach innych europejskich społeczeństw budowało się poczucie identyfikacji z własnym narodem, Polacy byli pozbawieni państwa, które moglibyśmy traktować jako własne. Reguły traktowali więc jako coś obcego, czego przestrzeganie jest niewskazane.

Dziś, jak podkreśla prof. Wojciszke, ledwie 2 proc. ludzi w Polsce (w USA aż 66 proc.!) wierzy w tzw. banalną sprawiedliwość systemu. - Chodzi o wiarę w to, że cnota zostaje nagrodzona. Że ten, kto się stara, odniesie sukces. Że jeśli ktoś odnosi sukces, to znaczy, że się starał – podkreśla badacz.

Nawet, jeśli ta wiara nie jest całkiem uzasadniona – ani życie, ani świat nie są przecież całkowicie sprawiedliwie - jak się okazuje, ma swój sens. Jeśli ktoś wierzy, to się bardziej stara: rzetelniej pracuje, sumienniej się kształci, pilnuje porządku na odcinku swoim i swoich podwładnych. A jak się stara, to więcej mu wychodzi.

 

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj