Z życia sfer
Cha cha cha
Ostatnio jednym z częściej używanych w polskich mediach słów jest słowo na cha.

Publicyści, nawet katoliccy, z przykrością odnotowują, że ma to niestety związek z wyborem nowego papieża. Cha, mimo że energicznie wykropkowywane i wypikiwane, wciska się do dzienników informacyjnych, felietonów i programów telewizji śniadaniowej oraz zapładnia wyobraźnię niektórych polityków, zarówno wierzących, niewierzących, jak i tych o jeszcze innej ­orientacji.

Jako pierwsza w wysokie cha uderzyła artystka Ewa Wójciak, dyrektorka Teatru Ósmego Dnia, nazywając nim papieża Franciszka z dalekiej Argentyny. Dziś tłumaczy, że cha w jej ustach było jak najbardziej uzasadnione tym, że swego czasu była w Argentynie, gdzie zapoznała się z bestialstwem tamtejszej junty i współpracujących z nią biskupów, w tym aktualnego papieża.

Trwa dyskusja, czy Ewa Wójciak, jako osoba kierująca placówką dotowaną przez państwo, mogła czy nie mogła cha w Internecie użyć? Zdaniem jednych nie mogła, gdyż swoim cha dotknęła i uraziła osoby wierzące, dla których papież jest osobą świętą i zastępcą Chrystusa na Ziemi. Z kolei zdaniem innych nie mogła, gdyż użycie cha w przestrzeni publicznej jest okropnie wulgarne, ale ponieważ użyła, to trudno, niech się wstydzi.

Natomiast zdaniem jeszcze innych, Wójciak mogła cha użyć, gdyż jest emocjonalną kobietą i bezkompromisową artystką zaszokowaną wyborem Franciszka na głowę Kościoła, czemu po prostu dała stosowny wyraz. Zresztą wyskoczyła z tym cha wcale nie w przestrzeni publicznej, a prywatnej (Facebook), w której swobodne użycie cha nie powinno nikogo oburzać.

Problem w tym, że cha, którym do niedawna publicznie najchętniej posługiwali się pisarze, performerzy, celebryci i reżyserzy w rodzaju Kazimierza Kutza, krąży teraz w tej przestrzeni, odbija się szerokim echem i ląduje na ustach polityków i komentatorów. Cha twardo stanęło również pomiędzy Ewą Wójciak a radnymi miasta Poznania, którzy chcą wyrzucić je z debaty publicznej, a Ewę Wójciak z posady dyrektorki stworzonego przez nią teatru. Z kolei środowiska intelektualne i artystyczne bronią Ewy Wójciak, twierdząc, że wolność ekspresji, nawet wulgarnej, jest święta. W opinii tych środowisk, wyrzucając Ewę Wójciak ze stanowiska, radni mogą okazać się większymi cha niż cha, które ujawniła artystka.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj