Wspomnienia spod trzepaka
Pękli trzydziestoletni
Miał na imię Seba. Nie wiedział, że gdy dorośnie, ktoś założy mu konto na Facebooku, uzbiera prawie 190 tys. lajków i nieświadomie uczyni go głosem ostatniego pokolenia wychowanego bez Internetu.
typowy–seba.pl/Internet

Seba, krótko ostrzyżony młodzieniec, na bakier z prezencją i literacką polszczyzną, jest najpopularniejszym dziś bohaterem internetowych memów, nawiązujących do lat 80. i 90., w których sieć oznaczała sznurkową plecionkę zakładaną na bramki, a wielki Ronaldo był Brazylijczykiem i nie nazywał się Cristiano. Seba nie firmuje swoimi czerwonymi oczami i odstającymi uszami żadnej wyszukanej formy dowcipu. Gdy za każdym razem pozuje z tą samą koślawą miną na tle mozaiki z futbolówek, istota żartu kryje się w dwóch linijkach tekstu z błędami, którym opatrzony jest obrazek. Przed domofonem: „Mati nie dzwoń jeszcze. Jak Gruby miał na imię?” (komu się tak nie zdarzyło?). Na boisku: „Jaki fałl, w piłe było”, „Stoisz, bo doszłeś” (na bramie, ma się rozumieć). Śmieszne? Tak, o ile ma się około trzydziestki, a za młodu odebrało się rzetelne wychowanie w arkadii wielkomiejskich i małomiasteczkowych blokowisk.

Bez czymanki

Znawcy internetowych zjawisk mówią, że Seba to fenomen: jeden z pierwszych memów, który przebił się do masowej świadomości wirtualnej społeczności nad Wisłą, bo zrobił to w bezpretensjonalnym (niektórzy mówią: głupkowatym) stylu, bez silenia się na ośmieszanie „prawdziwych Polaków”, dresiarzy czy moherów. Bo nieprzekombinowany, zwięzły, uniwersalny i trafny.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj