Jak leczyć homoseksualistów?
Zawracanie geja
Wyznanie Johna Paulka, ikony ruchu gejów nawróconych na heteroseksualizm, że tak naprawdę terapia nigdy nie zadziałała, nic nie zmieniło. W Polsce wciąż „leczy się” z homoseksualizmu.
Nie tylko nauka, ale i Kościół zmienił swoje podejście do homoseksualizmu.  Dziś twierdzi, że osobom homoseksualnym należy się szacunek.
Konrad Bak/PantherMedia

Nie tylko nauka, ale i Kościół zmienił swoje podejście do homoseksualizmu. Dziś twierdzi, że osobom homoseksualnym należy się szacunek.

Przy leczeniu gejów upiera się już tylko grupa religijnie motywowanych guru, którzy stosują tzw. terapię konwersyjną.
Mirosław Gryń/Polityka

Przy leczeniu gejów upiera się już tylko grupa religijnie motywowanych guru, którzy stosują tzw. terapię konwersyjną.

Mikołaj Milcke wydał książkę, w której w sfabularyzowany sposób opisał swoje doświadczenia z terapii.
Tadeusz Późniak/Polityka

Mikołaj Milcke wydał książkę, w której w sfabularyzowany sposób opisał swoje doświadczenia z terapii.

Arkadiusz już dokładnie nie pamięta, co wpisał w internetową wyszukiwarkę. Chyba „niechciany homoseksualizm”. Bo jego homoseksualizm był bardzo niechciany. Wiedział, że rodzice nigdy tego nie zaakceptują. Poza tym był bardzo religijny, działał w ruchu odnowy w duchu świętym. Desperacko szukał jakiegoś wyjścia. Wyszukiwarka skierowała go na strony organizacji Pascha, gdzie trafił na świadectwa „wyleczonych” gejów. To była nadzieja. Wychodzenie z homoseksualizmu porównano tam do zdobycia szczytu K2. Osiąga się go dwiema drogami. Pierwszy to „rozwój życia w łasce Bożej”, czyli modlitwy, sakramenty i rekolekcje. Drugi – praca z psychologiem. – Jak człowiek ma nadzieję, ufa bezgranicznie – wspomina Arkadiusz. – Zwłaszcza że Pascha sugerowała, że działa pod egidą Kościoła. Uwierzyłem im.

W odpowiedzi na mail z prośbą o pomoc najpierw dostał do przeczytania książkę holenderskiego psychiatry Gerarda van den Aardwega, z której dowiedział się, że homoseksualizm to nerwica, połączona z rozczulaniem się nad sobą, da się ją leczyć z pomocą Bożą. Poza tym – homoseksualiści nie są zdolni do prawdziwych uczuć i nawet ci, którym się wydaje, że zaakceptowali swoją orientację, mają poczucie niższości i w głębi ducha uważają siebie za gorszy gatunek człowieka. Po takiej lekturze jego motywacja do leczenia jeszcze wzrosła.

Na spotkanie rekrutacyjne zaprosiła go założycielka Paschy Agnieszka Kozak, adiunkt z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. To była indywidualna rozmowa, po której dostał informację, że go przyjęli, i kontakt do lidera, który miał go wprowadzić do grupy. Na stronach Paschy jest informacja, że jeszcze przed pierwszym spotkaniem należy radykalnie odciąć się od homoseksualnego otoczenia. Arkadiusz nie miał się od czego odcinać. Mimo że już skończył studia, nie znał żadnych gejów. To miał być pierwszy raz. – Byłem przerażony, bo wyobrażałem sobie gejów jako piskliwych, kolorowo ubranych dziwaków – opowiada. – Spotkałem ludzi takich jak ja. Najpierw się modliliśmy, a potem każdy dzielił się doświadczeniami.

Trochę to przypominało samobiczowanie, bo jedni przyznawali się do złamania zakazu masturbacji, a inni, że np. w desperacji wyrzucili przez okno pendrive z pornografią. Potem kazano im grać w piłkę nożną, co było dosyć komiczne, bo nikt tego nie lubił ani nie umiał robić. Ale to miało być takie męskie.

Arkadiusz zaczął mieć wątpliwości i czuł, że inni też je mają. Co chwilę ktoś odchodził z grupy. Gdy odszedł lider, Agnieszka Kozak zaproponowała, by go zastąpił. – Była wściekła, bo odmówiłem. Lider nie powinien upaść, a ja właśnie po raz pierwszy w życiu całowałem się z chłopakiem, zresztą z naszej grupy. Czułem się strasznie brudny i niegodny – wspomina. – Ale ona nie znosi sprzeciwu.

Członkowie grupy muszą wybrać psychologa ze wskazanej przez Agnieszkę Kozak listy i podjąć terapię. Arkadiusz wybierał trochę na chybił trafił, bo nic mu te nazwiska nie mówiły. – No i trafiłem na konia trojańskiego – opowiada. – Długo ze mną rozmawiał, zadawał pytania, aż doprowadził mnie do tego, że powinienem siebie zaakceptować. Miałem szczęście, bo od innych wiem, że trafiali na takich, którzy obiecywali wyleczenie. Twierdzili, że homoseksualizm to efekt zranienia z dzieciństwa.

Arkadiusz odszedł z grupy. Mimo że jak każdy członek Paschy był zobowiązany do zachowania tajemnicy pod groźbą odpowiedzialności karnej, po paru latach opowiedział o „terapii” przyjacielowi Mikołajowi Milcke. Milcke wydał właśnie książkę „Gej w wielkim mieście” i szukał materiału do drugiej części. Postanowił wkręcić się do grupy. Tak jak Arkadiusz wysłał mail z prośbą o pomoc, ale widocznie nie wypadł wiarygodnie, bo w pierwszym momencie mu odmówili. Dopiero gdy napisał, czy to znaczy, że ma umrzeć potępiony, zgodzili się go przyjąć.

– Pierwsze wrażenie: trafiłem do sekty – opowiada. – Grupa stłamszonych, słabych, nieakceptujących siebie facetów, skupionych wokół silnej kobiety, która żerując na ich wierze, sprawia, że są coraz bardziej sfrustrowani i pełni samoobrzydzenia. Jako doktor psychologii musi wiedzieć, że homoseksualizmu się nie leczy.

O pieniądze tu nie chodzi, bo wpisowe do Paschy wynosi jedynie 10 zł. A za psychoterapię pacjenci rozliczają się bezpośrednio z wybranymi przez siebie terapeutami. Na oficjalnej stronie Agnieszki Kozak można przeczytać, że jest adiunktem w Katedrze Psychologii Organizacji i Zarządzania na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (tytuł magistra obroniła w 1999 r.). Zajmuje się także doradztwem strategicznym i biznesowym oraz szkoleniami z zakresu przywództwa. Pracowała z wielkimi firmami: ING, Makro, PZU. Deklaruje, że bliskie jej wartości to spójność, otwartość i szczerość, ale o swoim prywatnym życiu milczy. O leczeniu gejów też ani słowa. Z kolei na stronach Paschy nie ma jej nazwiska ani informacji, że jest jej założycielką. Komentarza odmawia bardzo stanowczo.

W książce „Katolicy i seks” Kate Saunders i Petera Stanforda rozdział „Co Chrystus mówił na temat homoseksualizmu?” jest bardzo krótki; zawiera jedno słowo: „Nic”. Potępienie homoseksualizmu zawarte jest w Starym Testamencie. Księga Kapłańska głosi bowiem: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak obcuje się z kobietą, popełnia obrzydliwość, obaj będą ukarani śmiercią”. Kościół, formułując stanowisko wobec homoseksualizmu, powołuje się także na listy św. Pawła, który uważał, że jest to kara zesłana przez Boga na tych, którzy się od niego odwrócili. Za bałwochwalstwo zostali wydani „na pastwę bezecnych namiętności” i jako tacy winni są śmierci.

Opowieść o Sodomie miała świadczyć o tym, że Bóg wymierza tę karę własnoręcznie. Przy czym w pierwotnej interpretacji zagłada miasta była karą za złamanie zasady gościnności (mieszkańcy Sodomy chcieli, by Lot wydał im anielskich przybyszów, którzy go odwiedzili). Dopiero interpretacje Filona, Klemensa z Aleksandrii i św. Augustyna sprawiły, że homoseksualizm i grzech sodomski stały się synonimami. I miało to bardzo krwawe konsekwencje.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj