Kto rodził z Kate?
Cyngiel dla emocji
Dlaczego Wielka Brytania, a wraz z nią pół świata, tak niecierpliwie oczekiwali potomka księcia Williama i jego żony Kate? Skąd i po co te emocje?

Joanna Cieśla: Kim jest książęce dziecko dla tych, którzy wysyłają mu prezenty, życzenia i okolicznościowe pamiątki ze swojego miasta?

Elżbieta Kołakowska: Nie jest nikim realnym. Jest pretekstem do przeżywania określonych emocji. To emocje wytwarzają zaangażowanie i napędzają zachowania, które można ocenić jako irracjonalne, ale ich przeżywanie może być samo w sobie czymś pożądanym - przyjemnością. Dobrze jest czuć pozytywne zaangażowanie, identyfikację z oczekiwaniem na ważne wydarzenie, czy projekcję własnych pozytywnych uczuć na narodziny niemowlęcia, radość rodziców itd. Daje to też poczucie współuczestnictwa. Z perspektywy psychologii głębi można dostrzec w tym proces tworzenia się mitu lub baśni, który spełnia funkcję integracyjną wobec naszej nieświadomości. 

Jak przebiega ten proces?

Chodzi o to, że każdy z nas ma w nieświadomości pewne potrzeby, skłonności czy tendencje – i w rzeczywistości może szukać zdarzeń lub osób, które by tym tendencjom odpowiadały. Ktoś na przykład na poziomie nieświadomości ma potrzebę autorytetu i mitologizuje kogoś - tak, by zaspokoić własne dążenie. Być może przeżywanie przez współczesnych narodzin królewskiego dziecka jest przeżyciem podobnym do tych, które towarzyszyły Grekom, gdy powstawały ich starożytne mity. Ale też doznawanie pozytywnych emocji to potrzeba sama w sobie. Wydaje się to nieracjonalne, ale warto spojrzeć na te procesy właśnie przez "logikę" emocji, a nie logikę rozumu. Dla wielu osób te narodziny są też kontynuacją  przeżyć po tragicznej śmierci babci oczekiwanego dziecka - księżnej Diany.  

Wyczekujący narodzin będą teraz śledzić los chłopca - potomka książąt, czy zajmą się czymś innym?

Można to porównać do zaangażowania w losy bohaterów filmu. Dopóki seans trwa, ulegamy emocjonalnemu zaangażowaniu, identyfikujemy się z postaciami, współodczuwamy, przeżywamy podniecenie, radość, czekamy na rozwój akcji, zgadujemy zakończenie - i wszystko to jest prawdziwe, chociaż film jest fikcją. Po seansie możemy jeszcze długo przeżywać losy naszych bohaterów, cieszymy się, gdy następuje jakaś "część druga", ale z czasem emocje wygasają. Trzeba wrócić do swojego życia - będąc na swój sposób o coś bogatszymi, choćby o te chwile uniesień, pozytywnych uczuć przeżytych w czasie spektaklu.

Czy aby w takie wypożyczanie zdarzeń z cudzego życia, by doznać pozytywnych emocji, nieuchronnie nie jest wpisane rozczarowanie - gdy przychodzi czas powrotu do własnego życia?

Niektórzy mogą przeżywać rozczarowanie. Z drugiej jednak strony zainteresowanie podobnymi zdarzeniami jest dla ludzi naturalne - towarzyszyło im zawsze i zawsze będzie towarzyszyć. Są też osoby, które ze względu na swoją konstrukcję psychiczną zaraz po zakończeniu tego spektaklu będą rozglądać się za następnym.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj