Wykluczeni w rozmiarze XXL
Rasa grubych
No i stało się. Waga człowieka przestała być sprawą osobistą. Jest już kwestią publiczną, kulturową, a nawet państwową. Co może z tego wyniknąć?
Otyłość zaczyna budzić wielkie emocje.
Image Source/Corbis

Otyłość zaczyna budzić wielkie emocje.

Masowo, cywilizacyjnie, odrzuciliśmy ciało jako coś naturalnego.
Don Hitchcock/Wikipedia

Masowo, cywilizacyjnie, odrzuciliśmy ciało jako coś naturalnego.

Sąd w Środzie Śląskiej pochylił się nad kuratorskim wnioskiem o odebranie spod opieki dziadków pięcioletniego Maćka z nadwagą. Chodziło o jakieś 7 kg. Chłopiec sporo w życiu przeszedł, nim trafił do dziadków. Którzy karmili po polsku. Normalnie, czyli ziemniaki z kotletem, zupa. Ale warzywa też, jak zapewniali. Kurator niepokoiła się jednak, że dziecko jest za grube, a dziadkowie nie chcą współpracować – ani w sprawie diety, ani w żadnej innej. Na wniosek sądu przeprowadzono badania, z których wynika, że otyłość dziecka nie ma podłoża genetycznego. Sąd jednak nie zdecydował się skierować dziecka do rodziny zastępczej.

Nim sprawa wagi zaczęła być kwestią państwową i prawną, na dobre przestała być kwestią zdroworozsądkową. Już mniej więcej dekadę temu Barbara Markowska, dziennikarka telewizyjna i autorka popularnej kiedyś idei działających społecznie Klubów Kwadransowych Grubasów, ze zdumieniem odnotowała, że zaczęli zgłaszać się do nich ludzie bez nadwagi, chcący się odchudzać. Kulturowy próg otyłości nieustannie się obniża, a nietolerancja wobec tych, którzy nie mieszczą się w tej wyśrubowanej normie – rośnie. Coś, co wcześniej pozostawało w sferze prywatności, staje się elementem społecznej ingerencji, oceny i nacisku, wykraczającym już daleko poza ramy przyzwoitości i taktu.

Otyłość zaczyna budzić wielkie emocje. Na których żerują telewizje. Zachwycone, gdy na antenie udawało się jakiegoś grubego doprowadzić do łez. Gruby – okropny, odrażający, godny politowania, a nawet pogardy, stał się Murzynem naszych czasów, a stosunek do jego wagi – niemalże współczesnym rasizmem. – I nie można tego tłumaczyć tylko troską o zdrowie, bo nie spotkałam się z taką nienawiścią do palaczy albo alkoholików – mówi pedagożka i edukatorka seksualna z Grupy Ponton Alina Synakiewicz, wciąż stykająca się z obsesją na temat własnej wagi u młodzieży.

Na tę masową obsesję nowy wspaniały świat proponował proste recepty. Koncerny farmaceutyczne coraz ostrzej promowały środki na chudnięcie, a media wzięły specjalistów od wagi na ekspertów. Gdy w 2007 r. dr Ewa Jarczewska-Gerc zbadała stosunek Polaków do swojej wagi, okazało się, że kobiety o statystycznie prawidłowej budowie były przekonane, że muszą schudnąć. Z przeprowadzanych również w Polsce badań Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że co druga nastolatka uważa, że jest za gruba. Elżbieta Zarębska, trenerka fitness i szefowa jednego z 49 działających do dziś Klubów Kwadransowych Grubasów, tłumaczy to hasłem: rewolucja pożarła własne dzieci.

A jednocześnie jakieś dwa, trzy lata temu nałożył się na to wszystko jeszcze jeden trend – moda na dobre jedzenie. Trend podkręcony przez telewizję. Masowo oglądamy więc teraz show o gotowaniu; od września równolegle leci na różnych kanałach ogólnych kilkanaście takich programów. Do kuchni ruszyli też celebryci, a w kręgi celebrytów weszły gwiazdy kuchni. Instruująca w książkach i Internecie, jak chudnąć, gotując, aktorka Ewa Chodakowska ma już 600 tys. lajków na Facebooku; postępy w chudnięciu innej aktorki serialowej, Anny Guzik, śledziła cała Polska.

Gazety

Do poruszania się w świecie przeciwstawnych wzorców i praktyk, w którym z jednej strony są lansowane w mediach wzorce piękna nieskazitelnie szczupłego, a z drugiej – jedzenia jako stylu życia, nikt nas nie przygotował – mówi dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi i warszawskiej SWPS. – Czujemy, że potrzebujemy przewodnika, który przeprowadzi nas za rękę przez ten gąszcz i pokaże, co jest dla nas dobre, a co złe.

Z badań CBOS wynika, że artykuły o tematyce prozdrowotnej – czyli w praktyce również o dietach – czyta regularnie więcej niż połowa Polaków. Są więc w prawie każdej gazecie. W., dziennikarka od ponad 20 lat zajmująca się zdrowiem, przyznaje, że umieszczone na okładce hasło „przełom w dietach” sprzeda każdy tytuł, nie tylko ten z półki z tanią prasą. – W praktyce starym dietom dajemy więc nowe etykietki, bo ileż tego można wymyślić? – mówi W. – Czytelnicy jednak nie tylko nie protestują przeciw temu recyklingowi treści, ale też wymagają od dziennikarza dokładnych, niemal aptekarskich porad, do których obsesyjnie się stosują.

Kiedy na przykład pisze się o diecie garściowej, która polega na jedzeniu porcji, które mieszczą się w garści, trzeba dokładnie wyjaśnić, czy wielkość porcji powinna zmieścić się w otwartej, czy zamkniętej dłoni. Jeśli nie – czytelnicy będą dzwonić i pytać, zapychając linie telefoniczne w wydawnictwie. Tak jakby ludzie głupieli w konfrontacji z własną wagą.

Albo – w ogóle w konfrontacji ze światem. Wierną czytelniczką tych kolumn jest M., która uważa wręcz, że tylko na diecie jest w stanie się ogarnąć. Bo zanim zaczęła się odchudzać, wciąż coś jej umykało. Najpierw w domu z macochą, potem w szybkim studenckim małżeństwie, wreszcie w wyczerpującej, ale dobrze płatnej pracy komornika. Oraz wtedy, gdy miała epizod z poszukiwaniem ucieczki od smutku w alkoholu. Aż po pijaku zasnęła za kierownicą i potrąciła rowerzystę (na szczęście przeżył).

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj