Jak (w niecałe 7 min) uciec z więzienia i ośmieszyć system więziennictwa
Wielka ucieszka
Można ciąć na chrapanie. Czyli z długimi przerwami i krótkimi pociągnięciami pilnika w czasie udawanego chrapnięcia.
Keystone-France/Getty Images/FPM

Można ciąć na chrapanie. Czyli z długimi przerwami i krótkimi pociągnięciami pilnika w czasie udawanego chrapnięcia.

Budynek, w którym siedział Jerzy Ł., ma 210 lat.
Tomasz Przechlewski/Flickr CC by 2.0

Budynek, w którym siedział Jerzy Ł., ma 210 lat.

J. Chan/Flickr CC by 2.0

Ł. zeskoczył na ziemię. Przebiegł kilka metrów i wspiął się na siatkę. Wszedł na pas śmierci, który od pewnego czasu przez klawiszy bywa nazywany pasem śmiechu. Kiedyś tych trzech metrów przed murem pilnowali przez całą dobę strażnicy z karabinami maszynowymi. Więzień, wchodząc tam, miał świadomość, że mogą strzelać bez ostrzeżenia. Później uznano, że człowiek to najsłabszy element systemu i przy pasach śmierci zaczęto montować systemy automatycznie otwieranych bud z psami. Pies miał górować nad człowiekiem czujnością i zapałem. Ale system nie był pozbawiony wad. Fotokomórki wzbudzały ptaki albo latające reklamówki. A psy po kilku fałszywych alarmach również się zniechęcały. Z kolei zimą automatyka bud zamarzała. Uwięzione psy wyły, a strażników krew zalewała. Człowiek na krótko powrócił do łask. Od kilku lat lansowana jest elektronika i systemy monitoringu. W zamian ostatnio zaczęto likwidować uzbrojone posterunki. Służba się humanizowała. Taka zhumanizowana służba nie może stawiać człowieka przed dylematem strzelania do innego człowieka. Nawet jeśli to morderca próbujący uciekać z więzienia. Po cichu przebąkiwano też, że 700 etatów zaoszczędzonych dzięki temu w skali kraju też jest mocnym argumentem.

Etaty się zwolniły. Ale puste strażnice zostały. A po nich świetnie można się wspiąć na mur. Z czego Jerzy Ł. skwapliwie skorzystał podczas swojej ucieczki. W zasadzie do pełnego sukcesu zabrakło mu 15 cm. Gdyby skok z wieżyczki na pobliski murek był celniejszy, to trudno przewidzieć, jak skończyłaby się ta ucieczka. Te 15 cm to odległość pomiędzy murkiem a dachem pobliskiej hurtowni elektrycznej. Dach był z eternitu. A Ł. swoje ważył. Wpadł do środka prosto na szafki instalacyjne. W momencie aresztowania był bardzo poobijany. Miał uszkodzone płuco i narzekał na złamanie nogi. Na wolności był 6 minut i 30 sekund.

Ł. już raz próbował uciekać z więzienia. Na początku lat 90. złapano go na robieniu podkopu w zakładzie w Łęczycy. Odsiadywał tam swój pierwszy wyrok za morderstwo. Więzienie w Łęczycy było jeszcze starsze niż to w Płocku. Ale to akurat okazało się atutem, bo pod podłogą klasztoru z XIII w. naniesione były ogromne głazy. Na jednym z nich zatrzymał się Ł. z kompanami. Za tamtą ucieczkę dostał dodatkową karę. Za tę ostatnią najprawdopodobniej nic nie dostanie. Jak ukarać człowieka z dożywociem?

Ofiary w ludziach muszą być

Kary za to posypały się w służbie więziennej. Jeszcze zanim zakończono postępowanie wyjaśniające, pojawiła się informacja, że poleci siedem osób. Większość tych, których mogły dotknąć konsekwencje, rozchorowała się albo natychmiast złożyła wnioski o przejście na emeryturę. Finalnie ukarano o dwie więcej. No i poleciały jeszcze nagany i upomnienia. Od kilku dni w więzieniach w całej Polsce liczą młotki, pilniki i inne niebezpieczne narzędzia. Pojawił się nawet pomysł, żeby znów obsadzić wszystkie zlikwidowane posterunki. Okazało się jednak, że łatwiej ukarać 9 ludzi, niż przywrócić 700 etatów.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj