Bywało śmiesznie

Mieszkam tak blisko Andrzeja Wajdy i Krzysztofa Piesiewicza oraz innych sławnych ludzi osiedlonych na Żoliborzu, że gdybym był obrotnym paparazzi albo dziennikarzem śledczym, to zrobiłbym na tym majątek. A ja nawet nie wiem, jak ma na imię pies, którego Wajda wyprowadza na spacer, chociaż byliśmy sobie przedstawieni (to znaczy pies i ja). Zapomniałem już, jak ma na imię pies, którego mi przedstawił Grzegorz Miecugow. Żeby dowiedzieć się czegoś o Piesiewiczu, musiałem przeczytać jego (oraz Michała Komara) najnowszą książkę „Skandalu nie będzie”. Wywiad rzeka, ale za mało w niej wirów i wodospadów, przydałyby się Wodogrzmoty Mickiewicza. Książka, owszem, ciekawa, tak jak ciekawe (czasem aż nadto…) jest życie pana Krzysztofa. Można by nim obdzielić co najmniej trzy osoby i wszystkie miałyby powody, żeby zadzierać nosa: znany adwokat, który był pełnomocnikiem oskarżonych z KPN, państwa Romaszewskich, rodziny Jerzego Popiełuszki, płk.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj