Białym winem pisane

Kilka lat temu wydaliśmy w domu kolację, w pewnym sensie, bo nieoficjalnie, na cześć Agnieszki Morawińskiej – profesor historii sztuki, byłej ambasador w Australii, obecnie dyrektor Muzeum Narodowego, a przede wszystkim mojej koleżanki z dzieciństwa. Ponieważ pani Agnieszka była u nas po raz pierwszy, postanowiliśmy otworzyć przed nią wielobarwny wachlarz gości. Sławę i charme miał zapewnić Ryszard Kapuściński. Profesurę, wielki świat i erudycję gwarantował Ludwik Stomma, profesor Sorbony i École practique des hautes études. Jan Bijak dawał znajomość malarstwa oraz subtelne poczucie humoru.

Pani profesor przybyła na czas. Janek dotarł lekko spóźniony, gdyż – jak wyznał – całe popołudnie spędził z Ludwikiem w pewnej knajpie z wyszynkiem. Stomma dołączył ostatni, gdyż po drodze musiał „wpaść do Millera”. Wieczór przybrał nieoczekiwany obrót.

Pani Agnieszka, jak przystało na pierwszą wizytę byłej ambasador u byłego ambasadora, zachowywała się bardzo korekt.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj