Och, Karol!

Pisać na kolanach nie jest wygodnie, łatwo wtedy o panegiryk, a już felieton panegiryk to oksymoron, ale cóż – książkę Karola Modzelewskiego „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” zacząłem czytać na komendę „Baczność! Na lewo – patrz!”, a skończyłem w pozycji „Padnij!”, i teraz dźwigam się z upadku. Że o tej książce pisał już Wiesław Władyka (POLITYKA 46) – to dobrze, ale czymże jest jeden, nawet najlepszy, artykuł o takiej książce i biografii?

„Kobyła” powinna stać się lekturą obowiązkową studentów, dziennikarzy, polityków. Nie pamiętam polskiej książki, która by w ostatnich latach bardziej zasługiwała na uwagę. W wolnych chwilach bawię się myślą, że Modzelewskiego, który metaforę „Zajeździmy kobyłę historii” zaczerpnął z wiersza Majakowskiego, przełożono na języki zagraniczne, w tym na angielski i niemiecki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj