Z życia sfer
Co naukowcy mówią o tym, czego nie wiedzą
Jak wiadomo, profesorowie mają teraz fatalną prasę. Mówi się, że wielu z nich szerzy w kraju ciemnotę, zabobon i wiarę w spiski, a niektórzy nawet blefują.

Nie jest tajemnicą, że pewna grupa wypowiadających się publicznie profesorów stała się zagrożeniem dla polskiej nauki, dlatego dobrze, że komisja ds. etyki w nauce przy Polskiej Akademii Nauk podjęła wreszcie walkę z tym szkodliwym zjawiskiem.

Komisja ta stanęła niedawno na stanowisku, że jeżeli jakiś profesor wypowiada się publicznie, to powinien wiedzieć, o czym mówi. Komisja za nieetyczne i naganne uznała zabieranie głosu przez profesorów w sprawach, o których nie mają pojęcia. Oznacza to, że profesorowie (zwłaszcza niektórzy) powinni dwa razy się zastanowić, zanim coś publicznie powiedzą i najlepiej, żeby może w ogóle nic nie mówili, a jak już muszą, to niech przynajmniej wypowiadają się na tematy, na których się znają.

Osobiście uważam, że stanowisko komisji jest dla profesorów niesprawiedliwe, gdyż ogranicza ich prawo do swobodnej wypowiedzi i w ten sposób wyklucza ich z publicznej debaty. Bo dlaczego tylko profesor ma znać się na tym, o czym mówi? Dlaczego politykom, pisarzom, biskupom czy publicystom wolno pleść bzdury, a profesorom nie? Czy nie za wiele wymagamy od profesorów (zwłaszcza niektórych)? I czy jeśli ktoś decyduje się mówić o czymś, o czym nie ma pojęcia, to nie lepiej, żeby jednak miał do tego odpowiedni tytuł naukowy?

Profesorowie smoleńscy już uznali, że stanowisko komisji, zmuszające ich do tego, żeby wiedzieli, o czym mówią, to polityczny atak zmierzający do zamknięcia im ust i wypchnięcia z programów telewizyjnych nadawanych w godzinach największej oglądalności. Ostro sprzeciwiają się tego rodzaju praktykom i podkreślają, że ich obowiązkiem jako naukowców i patriotów jest głośno mówić to, co uważają, a nie to, na czym się znają.

– Trudno ode mnie wymagać, abym znał się na tym, o czym mówię, bo przecież nie o to chodzi i nie na tym polega moja rola – tłumaczy profesor znanej polskiej uczelni działający w komisji Macierewicza.

Jego zdaniem, spełnienie tego rodzaju żądań może doprowadzić do tego, że niedługo polska nauka stanie się wyłączną domeną ludzi wiedzących, o czym mówią. A do tego dopuścić nie można, gdyż ucierpi na tym prawda. Zwłaszcza prawda smoleńska, o której – wbrew różnego rodzaju komisjom – trzeba koniecznie mówić, nawet jeśli się nie wie, o czym się mówi.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj