Dzieci, dla których zabrakło miłości
Poczęte narodzone
W każdym łóżeczku częstochowskiego ośrodka Ufność mieszka popsute przez rodziców dziecko do lat 3. Opiekuje się nimi 20 pań. I system.
Od 13 lat celem Ufności jest zdiagnozować, kochać i zreperować popsute, porzucone dzieci. Na tyle, by ktoś je zechciał.
Samuel Micut/PantherMedia

Od 13 lat celem Ufności jest zdiagnozować, kochać i zreperować popsute, porzucone dzieci. Na tyle, by ktoś je zechciał.

Polak nie preferuje popsutych dzieci. Polak wie, że na neurologa czekałby latami.
Jacenty Dędek

Polak nie preferuje popsutych dzieci. Polak wie, że na neurologa czekałby latami.

Przez 13 lat za pośrednictwem Ufności znalazło dom 600 mieszkańców łóżeczek.
mt kang/PantherMedia

Przez 13 lat za pośrednictwem Ufności znalazło dom 600 mieszkańców łóżeczek.

Gdy na rannej zmianie pani Krysia wita każde z osobna, wspinają się po szczebelkach i czekają na swoją kolej. Wiedzą, że zawsze zaczyna od rzędu po prawej, idąc od ściany w kierunku okna. Choć porzuceni mieszkańcy łóżeczek Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego Ufność w Częstochowie są bardzo mali, już lubią rutynę. Taka atrapa bezpieczeństwa. Rytuał kolejności obowiązuje też podczas wieczornej kąpieli. Najpierw do wanienki ma iść Mateusz, następnie Oliwka, Adam itd. Nigdy Adam przed Oliwką, bo gruchają niespokojnie, oglądając się na boki.

Ich matki nie słuchały w ciąży Mozarta. Są klasyczne inaczej: ojciec dał matce pięścią w brzuch i wyszło o trzy miesiące za wcześnie – popsute; wyszło pijane – i też popsute; ojciec złapał za nóżki, strzelił o ścianę – i popsuł.

To niejednoznaczni proceduralnie świadczeniobiorcy. Bo nie wiadomo, do którego płatnika należą. Ustawodawca nie przewidział chorych sierot. Jako bezdomne powinny podlegać pod organ socjalny, jako popsute – pod medyczny. A to narażałoby państwo na podwójne świadczenia, czyli wyleczyć i wychować jednocześnie. Posłowie od kilku lat rozwiązują to sudoku: kogo jednoznacznie obciążyć finansowo popsutymi dziećmi?

Niejednoznaczne

Więc, zgodnie z kolejnością, w łóżeczkach mieszkają (m.in):

Mateusz, rok i dziewięć miesięcy. FAS – alkoholowy zespół płodowy. Po trudnej operacji gastrologicznej. Mama obecnie poczęła piąte. Tato czasem zjeżdża do Polski, wtedy godzą się, ona zachodzi, po czym się kłócą, on obija jej brzuch i rodzi się nowy wcześniak z wielowadziem.

Oliwka. Mama chwaliła się, że od zajścia nie trzeźwiała. Nawet nie wiedziała, że urodziła. Już poczęła dziewiąte. Ale nie chce się zabezpieczać. Bo co będzie, jak znajdzie tego, którym po raz dziesiąty się zauroczy, poukłada sobie życie długoterminowo i zechcą mieć docelowe dziecko? Kiedy ciocie – opiekunki – podciągają Oliwce rajtuzy, szybko wstaje w łóżeczku i łapie mocno za szyję. Żeby już jej nie puścić.

Adam, młodszy brat Mateusza. FAS. Wada serca. Bez operacji umrze.

Alan. Pierwszą rzeczą, jakiej doświadczył po urodzeniu, był detoks. Typowy FAS – mała głowa, krótkie szparki powiekowe, szeroko rozstawione oczy, kąciki ust opadające, brak czerwieni wargowej, nisko osadzone uszy. I inne.

Malwina, półtora roku. Urodzona pijana (2 promile). Nie czuje bólu ani gorąca. Nerwowa. Czasem buntuje się, zmuszana do ćwiczeń. Wtedy krzyczy: mama! Panie mówią, że to cud psychiki – przecież nie zna takiego słowa. Jakby rodziły się z archetypem domu.

Piotr. Mama ze schizofrenią, ojciec z Filipin, przebywający nielegalnie. Wada serca, wcześniactwo, niedotlenienie okołoporodowe, zamartwica. Głowa z tyłu płaska, bo nie był wyciągany z łóżeczka. Choć zależały, próbuje się pozbierać, przewracać z pleców na brzuszek i odwrotnie. W Ufności mieszkał jego brat Łukasz.

Zuzanna, pół roku. Poczęta i urodzona jako czwarta. Kiedy miała trzy miesiące, zdenerwowała mamę. Złapała Zuzannę za nóżki i uderzyła nią w róg stołu (mama twierdzi, że to był beton). Dopiero na drugi dzień wezwała karetkę. Trzeba uważać na głowę Zuzanny. Zwłaszcza miejsce, gdzie w pękniętej czaszce powstał miękki krater. Tęczówki uciekają jej na dół, jak zachodzące słońce. Może widzi, bo patrzy w stronę głosu i wykrzywia usta do uśmiechu. Organ toczy przeciw mamie postępowanie. Miała zgłosić się na diagnostykę, ale organ nie wie, gdzie przebywa. Nie była u Zuzanny. Pewnie chcąc uniknąć więzienia, obierze strategię poporodowego szoku.

Mikołaj, półtora roku. Kończył cztery miesiące, kiedy został z tatą i za głośno płakał. Tato wziął go za nóżki i cisnął o ścianę. Mama wezwała pogotowie, bo jakoś mało się ruszał. Tłumaczyła, że starszy braciszek niechcący stłukł mu kubeczek na głowie. Plastikowy.

Mikołaj nie widzi i nie słyszy. Bez pomocy umie tylko spać. I płakać. Ale to nie jest zwykły płacz. To tzw. krzyk upośledzonego mózgu, cienki, długi i niekontrolowany. Mikołaj jest wiotki. Zaciśnięte ma tylko piąstki. Czasem sztywnieje w padaczce. Przywieziony do Ufności jeszcze jadł z butelki. Ale duży szczękościsk nie pozwalał mu ssać i chudł. Żywiony sondą dojelitowo.

Raz w miesiącu odwiedza go ospała matka. Kiwa się przy łóżeczku od rana do ostatniego autobusu, że dzieciak był taki czerstwy i żywotny. Za popsucie życia Mikołaja tato dostał 6 lat, ale złożył wniosek o uniewinnienie. Swoją niewinność argumentuje faktem, że przecież syn żyje. Bo oddycha. Po roku tata ma szansę na wyjście za dobre sprawowanie. Żeby ocieplić swój wizerunek, napisał do Ufności list. Jedno zdanie: „Proszę udzielić mi informacji o stanie zdrowia Mikołaja?”. Tyle. Miałby papier na zainteresowanie synem.

W sali nr 4, jak szmaciane lalki, leżą trzy ociupiny urodzone w końcówce listopada. Też popsute: drżenia kończyn, asymetrie, drgawki mózgowe. Jeszcze za małe, żeby ustalić, jak bardzo. Z tzw. ciąż niemonitorowanych. Ponieważ aborcja jest naganna, mamy zaszły i nosiły, ale nie zakładały kart u lekarza, na wszelki wypadek. A może coś się „niechcący” stanie? Łatwo obejść brzuch. Jest tyle luźnych bluzek w sekend hendach po złotówce.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj