Darmowe podręczniki dla pierwszaków. MEN nieprzygotowane?
Elementarz premiera
Przed trzema tygodniami premier Donald Tusk, prezentując plan pracy rządu na 2014 r., obiecał, że wszyscy uczniowie, którzy we wrześniu pójdą do szkoły po raz pierwszy, dostaną podręcznik za darmo. Wszystkie taki sam. Teraz dzieci uczą się z 19 różnych podręczników, o wyborze decydują nauczyciele. Od września ma być tylko jeden. Opracuje go Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Dla rodziców to obietnica istotna, ucieszyło się kilkaset tysięcy rodzin. Ten rocznik będzie wyjątkowo liczny, obok siedmiolatków uda się po raz pierwszy do szkoły także część sześciolatków. Wyprawienie pierwszaka do szkoły wiąże się ze sporym wydatkiem finansowym. Jeśli dzieci jest więcej, finansowy ciężar staje się dla wielu rodziców zbyt wielki. Także dlatego, że podręczniki są w naszym kraju drogie. Za drogie. To opinia nie tylko rodziców, ale także nauczycieli.

Obietnica premiera mocno zaniepokoiła wydawców. Trudno się temu dziwić. Teraz rynek książek tylko dla pierwszaków wart jest około 80 mln i tę sumę dzieli między siebie dziewiętnastu prywatnych wydawców. Skoro podręcznik ma być jeden, w dodatku opracowany przez MEN, nie zarobi na nim żaden. Premier, robiąc prezent setkom tysięcy rodzin, wydawców pozbawia sporych pieniędzy. Rodziców lament wydawców nie musi interesować, bardziej martwią się o własny budżet, niż ich zyski. Ale zaniepokojeni są także nauczyciele. Nie chcą, żeby MEN narzucał im jeden, jedynie słuszny rodzaj podręcznika. Obowiązujące ustawy  gwarantują im prawo wyboru książki, dostosowanej do potrzeb uczniów. To nauczyciel, a nie ministerstwo, lepiej jest w stanie ocenić ich potrzeby i możliwości. Polskie podręczniki mają opinię bardzo dobrych, czy MEN zdąży do czerwca przygotować lepszy?

Sprawa komplikuje się tym bardziej, że obecnie pierwszaki nie uczą się już od dawna z elementarza, jaki pamiętają ich rodzice. To już nawet nie jest jednak książka, a cały „boks”, czyli kilkukilogramowy zestaw broszur i zeszytów do ćwiczeń. Kosztuje ponad 200 zł. Co z tego zestawu wybierze MEN ? A może wróci do jednego elementarza? Nauczyciele uważają, że ten pospieszny eksperyment, choć dyktowany dobrymi intencjami, może odbić się na jakości edukacji.

Może są to obawy nieuzasadnione. Ale rozwiać je może tylko Ministerstwo Edukacji Narodowej, dyskutując przede wszystkim z nauczycielami, ale także wydawcami. Nie chodzi o ich zyski, ale o to, żeby pochopnie nie rezygnować z dotychczasowego dorobku. Może – zamiast pospiesznie przygotowywać swój podręcznik – lepiej byłoby wybrać któryś z już opracowanych? Jest o czym rozmawiać. Tylko – nie ma z kim. MEN milczy. Niczego nie wyjaśnia. Z nikim nie dyskutuje. Z nikim się nie spotyka. Joanna Kluzik-Rostkowska, świeżo upieczona pani minister, zaczyna niedobrze. Prawdę mówiąc, w ogóle jeszcze nie zaczęła. I to zaczyna być naprawdę niepokojące. Wygląda bowiem na to, że premier obiecał coś, do czego MEN jest kompletnie nieprzygotowane. Ktoś tu nie odrobił lekcji z politycznego elementarza.

*

Czy darmowe podręczniki dla pierwszaków to dobry pomysł? POSŁUCHAJ audycji Teraz Solska w Radiu TOK FM.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj