Min. Arłukowicz i ubezpieczenia dobrowolne
Po co nam dodatkowa polisa?
Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz proponuje nam ubezpieczenia dobrowolne, od lat zapowiadane przez kolejne rządy.

Oprócz obowiązkowej składki na zdrowie, moglibyśmy wykupić dodatkowe polisy. MZ ma nadzieję, że dzięki nim do publicznej służby zdrowia napłynęłoby trochę tak potrzebnych pieniędzy. Skróciłyby się nieco kolejki. Żeby nadzieje te nie okazały się płonne, trzeba jednak ludziom uczciwie powiedzieć – co będą mogli kupić za te dodatkowe pieniądze?

Lepsze miejsce w długiej kolejce do specjalisty czy operacji? To warte byłoby dodatkowych pieniędzy. Wyższy standard leczenia? Za to już niekoniecznie warto  regularnie dopłacać pieniądze. Po co mi lepszy pokój, skoro na samo miejsce w szpitalu będziemy czekać tak samo długo? Za co konkretnie mamy płacić, skoro w zasadzie wszystko należy nam się za darmo? Do koszyka świadczeń gwarantowanych dorzuca się kolejne procedury, ignorując fakt, że  są to obietnice bez pokrycia.

Gwarantując nam w konstytucji „leczenie na możliwie najwyższym, światowym poziomie”, w praktyce państwo nie gwarantuje nam niczego. Co  zagwarantuje nam za kolejną, tym razem dodatkową składkę? Od uczciwej odpowiedzi na to pytanie zależy nasza reakcja. To, czy choćby nikła część społeczeństwa uzna polisy za towar wart swojej ceny. Wtedy, jak szacują specjaliści, pieniądza na dodatkowe ubezpieczenie wysupła nie więcej, jak 5-10 proc. Jeśli nie, nikt dodatkowych polis nie wykupi i cała akcja okaże się fiaskiem.

Na razie jednak ministerstwo tłumaczy się mętnie. Daje do zrozumienia, że na przesunięcie się do przodu w długich kolejkach do leczenia posiadacze dodatkowych polis nie mają co liczyć. Ukręca sprawie łeb już na wstępie. Bo opozycja już skorzystała z okazji, zarzucając rządowi, że – wprowadzając dodatkowe ubezpieczenia – poprawi dostęp do leczenia wyłącznie bogatym. O tym, że przy okazji poprawiłaby biednym (bogaci wypadliby z kolejek), już nie mówi. Tymczasem mamy być równi w braku dostępu.

Mamy więc co miesiąc płacić towarzystwom ubezpieczeniowym (to one najbardziej zainteresowane są wprowadzeniem dodatkowych ubezpieczeń) regularnie pieniądze i biegać po szpitalach i przychodniach, pytając, czy już wyczerpały kontrakt z NFZ? Bo jeśli jeszcze mają limity, to nasza dodatkowa polisa będzie martwa. Nie poprawi naszej sytuacji, placówka nie będzie mogła nas przyjąć. Przyjmie nas „za darmo”. Polisa zadziała, gdy kontrakt zostanie wyczerpany. Ubezpieczenia stworzą zachętę świadczeniodawcom, by kontrakty wyczerpywały się jak najszybciej, wtedy dodatkowo zarobią. Tylko że przy takiej konstrukcji sytuacja osób dodatkowo nieubezpieczonych rzeczywiście może się pogorszyć.

Z publicznej służby zdrowia – według CBOS – niezadowolonych jest już 81 proc. Polaków. Niezadowolenie pacjentów rośnie. Rośnie jednak także strach kolejnych rządów przed uczciwą dyskusją ze społeczeństwem, jak tę sytuację poprawić. Bo tutaj łatwych rozwiązań nie ma, to musi kosztować .Rośnie też jednak strach polityków przed opozycją, która taką dyskusję z pewnością wykorzystałaby wyłącznie do krytyki rządu i poprawy własnych notowań. Jest niezdolna do porozumień ponad podziałami. Więc proponuje się półśrodki, którego żadnego problemu nie rozwiązują.

Nikt nie wykupi dodatkowej polisy, jeśli nie będzie pewien, że warto za nią zapłacić. Obecna propozycja MZ takiej pewności nie daje.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj