Pierwsza Komunia na kredyt
Święto tabletu
W statystyce udzielanych pożyczek te komunijne to zaledwie lekkie drgnięcie. W budżetach pożyczających to prawdziwe trzęsienie ziemi.
Średni koszt zorganizowania komunii to około 4 tys. zł. Najskromniejsza sukienka czy garnitur – 200 zł.
Erik Isakson/Blend Images/Corbis

Średni koszt zorganizowania komunii to około 4 tys. zł. Najskromniejsza sukienka czy garnitur – 200 zł.

Złoty łańcuszek to już za mało. Biedniejsi muszą dać co najmniej rower. Bogatsi nie wykpią się od komputera, a ostatnio tabletu.
Robbie Augspurger/Flickr RM/Getty Images

Złoty łańcuszek to już za mało. Biedniejsi muszą dać co najmniej rower. Bogatsi nie wykpią się od komputera, a ostatnio tabletu.

Pierwsza Komunia Święta to symboliczne wejście dzieci do świata dorosłych. Żeby dzieci nie miały wątpliwości, co tym światem rządzi, oprawa musi być odpowiednia. I z roku na rok wystawniejsza. Trend na przenoszenie komunii do restauracji zaczął się jakieś dziesięć lat temu. Mniej więcej wtedy też komunia stała się ważnym punktem w kalendarzu firm udzielających pożyczek.

Ludzie pożyczają, bo komunia to papierek lakmusowy społecznego statusu. Ktoś kiedyś nieopatrznie zgodził się zostać chrzestnym. A później weszły nowe zwyczaje i okazało się, że złoty łańcuszek to już za mało. Biedniejsi muszą dać co najmniej rower. Bogatsi nie wykpią się od komputera, a ostatnio tabletu. Nawet rynek RTV już się dostosował do trendu. W kwietniu zaczynają się promocje na komunijne sprzęty. Nie zapomina się też o tych biedniejszych. Dla nich są tanie oferty. Laptopy z procesorami zamierzchłej generacji. Tablety z wyświetlaczami, od których bolą oczy. Biednym też się coś należy.

Jednak główny ciężar spada na rodziców. Średni koszt zorganizowania komunii to około 4 tys. zł. Najskromniejsza sukienka czy garnitur – 200 zł. Buty ponad 100. Rękawiczki, ozdoby na świeczki, książeczka do nabożeństwa i zaproszenia – 200 zł. Płyta DVD plus zdjęcia – 150 zł. Prezent dla księdza – od 100 do 200 zł. Ubrania i buty dla rodziców – 500 zł, choć mężowie próbują się wciskać w marynarki ze ślubu. Przyjęcie w restauracji – 170 zł od osoby z deserem i misą owoców. W menu koniecznie zupa krem, bo to teraz bardzo modne.

G. w życiu by nie wydała tyle na komunię dziecka. I to nie tylko dlatego, że takich pieniędzy nigdy nie miała. Jak się ma czwórkę dzieci, to na same komunie trzeba by wydać 16 tys., a wszystko, czego się z mężem dorobili, jest może dwa razy więcej warte. Ale też nie skąpiła, skoro kredyt na komunię dla dziecka wzięła. Kompleksów nie ma, bo dziecko uroczystość miało ładną. Były i takie dzieci, co po komunii szły prosto do domu i tyle. Na drugą mszę już nawet nie szły, bo nie miały czym się chwalić. I tym dzieciom G. bardzo współczuje, bo widać, że to rodzice bez ambicji, że dziecku tak święto popsuli.

G. przyoszczędziła na kosztach, bo mała poszła w albie po starszej siostrze. Gości zaprosiła do domu. Pomieścili się, bo byli tylko rodzice i chrzestni. Nikt głodny nie wyszedł. Mała dostała rower. I to porządny, nie taki z hipermarketu. Już rok na nim jeździ i nic. No, ale w pewne koszta G. weszła. I teraz co tydzień ma wizytę i po kropelce spłaca to święto.

K. upadają po raz pierwszy

K. wpadli w kredyty w zeszłym roku. Ale spłacają to jeszcze w tym. I na kawałek następnego wejdą. Do mieszkania K. wchodzi się po nierównych betonowych schodach. Grzyb zaczyna się na wysokości pierwszego piętra. Akurat tego, które zajmują K. Ale piętro wyżej podobno jest jeszcze większy. Właściciel domu mieszka w Stanach. Trudno, żeby mu ten grzyb przeszkadzał. Wychodzi z założenia, że lokatorom też nie przeszkadza, skoro mieszkają.

Na klatce cisza. Dzieci w szkole. Ludzie w robocie. Żona mówi szeptem, bo mąż odsypia nocną zmianę. Ona też ledwo żywa, bo od rana na nogach. A jeszcze niedługo leci do pracy. Praca to u nich ważne słowo, bo kłopoty zaczęły się od tego, że mąż tę pracę stracił. W pół roku zjechali po drabinie społecznej, ze stabilnej klasy robotniczej z aspiracjami do egzystujących na granicy ubóstwa. Taka historia, że się w głowie ani w serialu nie mieści. Normalna rodzina. A za chwilę dziady.

Oszczędności nie mieli, bo żeby oszczędzać, to trzeba mieć z czego. Ale ręki do państwa nie wyciągnęli, bo wstyd. Siostra co tydzień przychodziła. Zakupy przynosiła. Mówiła: zostawię ci trochę, bo torby mam ciężkie. Matka je nauczyła, że dawać też trzeba umieć.

Z tą pracą męża to było tak, że właściciel firmy bardzo go sobie cenił. Niepijący, niekradnący i sumienny. Płacił mu dobrze. Zimą przestojowe dawał, to aż znajomi nie mogli uwierzyć. Na specjalne uroczystości ekstra pieniądz się zawsze znalazł. Na komunię też by pewnie coś dołożył. Mąż się trzymał roboty, choć nie mieli płacone już od stycznia. Dopiero jak komornik w marcu wszedł do firmy, to już jasne było, że to koniec. Akurat na dwa miesiące przed komunią.

Największy zgryz to mieli z tymi 300 zł. Rok wcześniej dali zaliczkę w restauracji na komunijne przyjęcie. Szkoda było stracić. A dopłacić też nie było z czego. Ostatecznie to ten grzyb się na coś przydał, bo doszli do wniosku, że w takim domu przyjęcia się nie zrobi. Rodzinie powiedzieli, żeby dziecku nie dawać pieniędzy. Bali się, że jak dostaną, to się nie powstrzymają i mu zabiorą. I nigdy nie będzie miało tego laptopa. Tłumaczyli sobie nawet, że to dobre dla rodziny, bo w domu więcej posiedzi. A nie tak ciągle u kolegów, żeby u nich sobie pograć.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj