Odejść w spokoju

Brutalizację życia politycznego zawdzięczamy głównie prawicy, aczkolwiek i inne ugrupowania nie są bez winy. „Bydło, wataha, szmata, spierdalaj, krew na rękach, zdrajca, agent” – takie słowa padają już nie tylko pod budką z piwem, ale i z ust profesorów, absolwentów Oxfordu, sędziwych autorytetów i młodych wilków. Wszelkie granice zostają przekroczone.

Jedną z nich jest majestat śmierci. Do niedawna cmentarze były wolne od walki politycznej. Od pewnego czasu, poprzez buczenie i gwizdy skierowane wobec osób wybranych na stanowiska państwowe – nawet i ten azyl przestał istnieć. Cmentarz przestał oznaczać miejsce wiecznego spokoju. Przeciwnie – pojawiają się wezwania do eksmisji z powodów politycznych.

Na tle panującej bezkarności godne odnotowania są wyjątki. Mam na myśli dwa wyroki sądowe. Sędzia Iwona Strączyńska nie ulękła się rozpolitykowanych chuliganów i utrzymała w mocy surowe kary (2,5 roku więzienia plus bardzo wysokie koszty naprawienia szkody) dla podpalaczy wozu TVN podczas Marszu Niepodległości w 2011 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj