Kawiarnia literacka
Ciężkie życie lidera
Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! – nerwowy człowiek z internetu krzyczy w moją stronę i niebezpiecznie zbliża swoją twarz do monitora. Jeszcze chwila, a porwie mnie w objęcia i będzie kazał sprzedawać na ulicy pasty do zębów albo garnki za sześć tysięcy.

Dlaczego miałabym być zwycięzcą? Po co wmawiać sobie niesamowitość i kreatywność? Pomijając oszalały język korporacji, w którym wszyscy są brylantami (nawet recepcjonistki na umowę o dzieło), jest coś interesującego w koncepcji epatowania wewnętrzną siłą i niezłomnością. Nie ze względu na kastę ludzi sukcesu, ale na rzecz działania w grupie.

Myślę tu przede wszystkim o liderach i liderkach (bo płeć ma tu wiele do powiedzenia) oraz ich poczuciu własnej wartości. Po to, aby między innymi „zarażać” nią innych. I żeby ci inni mogli zaufać, że ich nie zostawimy w kryzysowej sytuacji. Nie sądzę jednak, aby każdego ranka lider musiał sobie przypominać o tych wszystkich talentach, powtarzając ogłupiające mantry. Bo to się w sobie ma albo nie, i żadne motywacyjne filmy czy warsztaty tego nie nauczą.

Uzmysłowiłam to sobie przy okazji lektury książki „Annapurna. Góra kobiet” autorstwa Arlene Blum. Pod koniec lat 70. poprowadziła ona pierwszą kobiecą wyprawę na ten niebezpieczny ośmiotysięcznik.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj