Z życia sfer
Dopłaty do niepisania
Nagranie z udziałem dziennikarza Nisztora i mecenasa Giertycha ukazuje nowy trend w dziennikarstwie, polegający na pisaniu książek w celu ich niepublikowania.

Z nagrania wynika, że w przypadku książki Nisztora o biznesmenie Janie Kulczyku padła kwota 400 tys. zł. Niektórzy uważają to za pazerność. Moim zdaniem niesłusznie, w końcu napisanie książki i dotarcie do kogoś, kto zechciałby zapłacić za jej niewydanie, mogło kosztować mnóstwo czasu i wysiłku, więc pieniądze się należą.

Uważam, że od osób takich jak Nisztor nie można wymagać, aby napisane przez siebie książki publikowali i narażali się w ten sposób na straty. Zwłaszcza że napisać i opublikować książkę to dziś żadna sztuka. Księgarnie pełne są książek, które wszyscy piszą, ale których nikt nie czyta. Nie wykluczam, że książki te są wydawane tylko dlatego, że w kraju jest za mało adwokatów, którzy potrafiliby zablokować ich publikację, wypijając dwa litry wódki na trzech. Nie rozumiem tylko, dlaczego Nisztor bezpłatnie ujawnił nagranie, na którym usiłuje zapobiec publikacji swojej książki, sprzedając prawa autorskie nietrzeźwemu Giertychowi? Moim zdaniem bardziej by mu się opłacało napisać o tym książkę, a ­następnie zaproponować Giertychowi wykupienie praw do niej.

Być może niedługo autorzy tacy jak Nisztor pójdą dalej i zaczną zarabiać na książkach, których jeszcze nie napisali, ale mogą, jeśli nie otrzymają stosownego wynagrodzenia.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj