Filmowa afera z CBA w roli głównej
Kawiarniany agent
O tym, jak CBA z Białegostoku rozbijało wielką aferę korupcyjną w świecie filmu, przesłuchując dwie panie przy kawiarnianym stoliku i wierząc im na słowo we wszystko oraz jak leci.
Do siedziby CBA w Białymstoku przewieziono 50 segregatorów akt i dokumentów.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Do siedziby CBA w Białymstoku przewieziono 50 segregatorów akt i dokumentów.

Zaczęło się od wrażenia, jakie na pani Emilii oraz pani Marzenie zrobił Jerzy K. Człowiek obrotny, rzucający w rozmowie znanymi nazwiskami i stwarzający wrażenie, że wielu zna i wiele potrafi. Osadzony w branży filmowej. Pani Emilii z branży gier komputerowych obiecał załatwić sponsorów na duży turniej gier. Ale nie załatwił. W efekcie firma pani Emilii splajtowała. Do tego pani Emilia nabrała podejrzeń, że Jerzy K. jej pomysł przekazał konkurencji.

Szukając sposobów, by odpłacić się Jerzemu K., pani Emilia poznała panią Marzenę, której K. był – jej zdaniem – dłużny 11 tys. zł. Legalnie, na umowę, pani Marzena przekazała mu ową kwotę na pilotowanie jej wniosku o dofinansowanie filmu, jaki złożyła w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. Ale wniosek przepadł. Warszawska prokuratura odmówiła jej wszczęcia śledztwa, sugerując sąd cywilny.

Pani Marzena nie poddała się i już wspólnie z panią Emilią trafiły do warszawskiej adwokatki. Ta stwierdziła, że może sprawę przekazać służbom CBA. „Powiedziała, że usługa ta będzie kosztowała nas tysiąc złotych – zeznała potem prokuratorowi pani Emilia. – A ponieważ kwota była dość duża, chciałam wiedzieć, co dokładnie nam gwarantuje. Wtedy dowiedziałyśmy się, że jest to opłata za przekazanie dokumentów odpowiednim funkcjonariuszom CBA. Pani adwokat wyjaśniła, że CBA nie z każdym rozmawia, a ona potrafi zrobić to tak, aby się nad sprawą pochylili”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj