Człowiek, który tnie polską flotę na żyletki
Przetapianie zatopionej
Rozmowa z Piotrem Sapieżyńskim o tym, jak żyć ze złomowania polskiej Marynarki Wojennej.
Piotr Sapieżyński przy dziale AK176 z ORP „Górnik”.
Leszek Zych/Polityka

Piotr Sapieżyński przy dziale AK176 z ORP „Górnik”.

Juliusz Ćwieluch: – Podobno jest pan grabarzem polskiej Marynarki Wojennej?
Piotr Sapieżyński: – To nie ja ją pogrzebałem. Ja ją tylko złomuję.

Przez pana ręce przeszły wszystkie okręty wycofane z linii?
Zwyciężyliśmy wszędzie, tylko nie pod Grunwaldem.

Nie złapałem?
Nie wygraliśmy jedynie w przetargu na zezłomowanie desantowca ORP „Grunwald”. Ale nie było mi smutno, bo nasz konkurent przestrzelił cenę. W efekcie o mało nie zatopił na tym przetargu własnej firmy.

Złomowanie zaczynałem jako pracownik innej firmy. Kilka lat temu się usamodzielniłem. I to nie jest przypadek, że od lat nie mam żadnego konkurenta w złomowaniu polskich okrętów. To jest ciężka branża. Trzeba się na tym znać. Przypadkowy złomiarz nie ma tu czego szukać.

A co to za filozofia? Przeliczam tonaż razy cena złomu i po kłopocie.
Firma, w której zaczynałem, też tak myślała. Zdaje się, że już jej nie ma na rynku. Z kupowaniem okrętów to jest ruletka. Kupujesz i nie wiesz do końca co, bo nie ma za dużo okazji, żeby sobie taki okręt obejrzeć. Złom okrętowy nie jest łatwo sprzedać.

Przecież to metale najwyższej próby.
Ale to nie zawsze jest atutem. Nadbudówki okrętów najczęściej były budowane z aluminium utwardzanego. Do jego przerobu trzeba mieć technologię, duży zakład i jeszcze większą produkcję.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną