Jakich kompetencji brakuje Polakom?
Wirus egoizmu
Wrażliwości, szacunku dla innych, umiejętności współpracy? A może przydatniejsze są teraz narcyzm, tupet, brutalne forsowanie swoich racji i zwykłe lizusostwo?
Zacznijmy od postawienia tych elementarnych wymagań sobie: mówmy dzień dobry w windzie, patrzmy w oczy, słuchajmy.
Mirosław Gryń/Polityka

Zacznijmy od postawienia tych elementarnych wymagań sobie: mówmy dzień dobry w windzie, patrzmy w oczy, słuchajmy.

Każdy uczeń dostaje dziś aż nadto czytelny komunikat społeczny: im inni będą gorsi od ciebie, tym ty zajdziesz wyżej.
Mirosław Gryń/Polityka

Każdy uczeń dostaje dziś aż nadto czytelny komunikat społeczny: im inni będą gorsi od ciebie, tym ty zajdziesz wyżej.

Dyspozycje do wyprzedaży prywatności i mądrzenia się na każdy temat zapewniają dziś tzw. sławę, czy raczej „bycie znanym”, powszechnie utożsamiane z sukcesem.
Mirosław Gryń/Polityka

Dyspozycje do wyprzedaży prywatności i mądrzenia się na każdy temat zapewniają dziś tzw. sławę, czy raczej „bycie znanym”, powszechnie utożsamiane z sukcesem.

Kompetencje społeczne – bez mała nowa religia. W całej gospodarce ludzie od rekrutacji wydają się popadać w tej mierze w obłęd: testom, niekiedy karykaturalnym, na kompetencyjność społeczną poddawane są nawet aplikantki na sprzątaczki (POLITYKA 20). Tysiące starających się o jakąkolwiek robotę przechodzą przez tzw. assesstments, czyli m.in. konieczność odgrywania scenek w potencjalnych sytuacjach społecznych, co oczywiście wielu uważa za upokarzający idiotyzm. Ale też z zestawienia najbardziej pożądanych kompetencji na rynku pracy w 2015 r. (Hays Poland dla „Forbesa”) wynika, że najważniejsze są te społeczne (komunikatywność w równie wysokiej cenie, jak umiejętność pracy w multikulturowym środowisku i wielozadaniowość).

Obowiązująca od 2009 r. podstawa programowa, pisana – jak się to mówi – językiem wymagań, zapowiada, że każdy uczeń ma wynieść ze szkoły kompetencje społeczne. Ba, punkt pierwszy podpunkt pierwszy podstawy programowej przedszkoli opisuje, jakie dokładnie kompetencje społeczne ma posiąść absolwent przedszkola. Parlament Europejski uchwalił osiem kompetencji kluczowych Europejczyka i te społeczne zajmują tam równoległe miejsce z elementarną umiejętnością porozumiewania się w mowie i na piśmie językiem ojczystym.

Twardo o miękkich

Niestety, to społeczno-kompetencyjne wzmożenie ma mizerne efekty. Polscy uczniowie co prawda w ostatnich latach efektownie poprawili swoje wyniki w testach PISA, ale tylko w aspekcie wiedzy szkolnej. Gdy badano np. umiejętność życia w zespole, wypadali o połowę gorzej niż średnia w Europie. Polska szkoła nadal uczy głównie wiedzy podręcznikowej, odtwarzanej w trakcie sprawdzianów i egzaminów – komentują te wyniki autorzy raportu o polskim kapitale społecznym, który powstał pod auspicjami ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Badacze ubolewają nad brakiem tzw. kompetencji miękkich u polskich szefów, a pracodawcy, zwłaszcza ci, którzy pracowali na Zachodzie – że brakuje ich pracownikom. Jak odpowiadają w badaniach Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, „największym deficytem” są następujące nieumiejętności: nawiązania kontaktu z klientem (34 proc. szefów się na to uskarża), rozwiązywania problemów (32 proc.), pracy w zespole (22 proc.). Ale tylko 3,5 proc. polskich studentów (ten sam raport PARP) uważa, że komunikatywność i umiejętność pracy zespołowej są naprawdę ważne dla pracodawcy.

Czyżbyśmy mieli zatem do czynienia z kolejnym modnym, pustym frazesem?

Pewnie gdyby przeprowadzić powszechną sondę, co to są te kompetencje, ujawniłby się spory zamęt pojęciowy i niepewność, na ile są one wrodzone, dziedziczne oraz kiedy i jak wyuczalne. Ta rozmaitość pojęć i poglądów dotyczy także nauk społecznych i neurobiologii – wcale nie dają one gotowych odpowiedzi.

Bestsellerem ostatnich lat w tej mierze jest „Inteligencja społeczna” Daniela Golemana, psychologa i popularyzatora nauki, autora wcześniejszej „Inteligencji emocjonalnej”. Do obu książek świat akademicki ma stosunek zróżnicowany – od entuzjazmu po sceptycyzm, niemniej jednak Goleman podejmuje dzielną próbę pozbierania twardej wiedzy z rozmaitych dziedzin, a termin „inteligencja społeczna”, snujący się w psychologii od lat 20, uważa za wart reanimacji w obliczu odkryć dokonanych głównie dzięki funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu, czyli obserwacji mózgu „przy robocie”.

Jest przekonany, że nasz gatunek odniósł sukces ewolucyjny dzięki zaprogramowaniu na życie społeczne. Używa metafory „mózg społeczny” na sumę obszarów i mechanizmów nerwowych, które kierują ludzkimi interakcjami. Dość powiedzieć, że człowiek ma miliony razy więcej niż najbliższa mu małpa człekokształtna komórek wrzecionowatych, dzięki którym m.in. w mgnieniu oka jest w stanie podjąć decyzję, czy facet, którego pierwszy raz widzi na oczy, to wróg czy przyjaciel. Ma komórki zwierciadlane (neurony lustrzane), które wyczuwają ruch, jaki ma wykonać druga osoba, rozpoznają już z wyrazu oczu jej uczucia oraz przygotowują do naśladowania i współodczuwania. Ma ciało migdałowate – centrum wczesnego ostrzegania mózgu, kompulsywnie i automatycznie badające wszystko, co się wokół dzieje.

„Mózg społeczny” szwankuje u cierpiących na autyzm. Nie działa u osób z klinicznie zaburzoną osobowością – skrajnych narcyzów i psychopatów. Ale w zdecydowanej większości jesteśmy wyposażeni w układ biologiczny, który nieustannie dostraja nas do innych. Działa zrazu bez udziału świadomości. Jak to przenośnie nazywa Goleman – informacje i bodźce docierają do człowieka drogą niską lub wysoką. Pierwsza to droga mokra, ociekająca emocjami. Droga wysoka jest sucha, chłodna, racjonalna. Tyle że układ mokry działa w czasie mózgowym kilkakrotnie szybszym niż suchy. Robert Heinlein, pisarz science fiction, słusznie skonstatował: „Człowiek nie jest zwierzęciem racjonalnym, lecz racjonalizującym”.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj