Podwarszawski świdermajer
Cisza i niepokój
Miasteczka wzdłuż otwockiej linii kolejowej powstawały pod koniec XIX w. z marzenia o ciszy i spokoju – z daleka od trzewi lewiatana, jak już wtedy nazywano Warszawę. Kilka tysięcy domów, z których każdy miał swoje ludzkie imię, zbudowano na piachu, wśród lasów sosnowych, w idyllicznym drewnianym stylu świdermajer.
Dom przy ul. Majowej w Otwocku.
Piotr Kała

Dom przy ul. Majowej w Otwocku.

Lokatorzy

Dzisiejsza idylla linii otwockiej to grodzone apartamentowce z betonu i szkła – z dala od tych samych trzewi lewiatana, a jednocześnie na tyle blisko, żeby można było powiedzieć, że się mieszka w Warszawie. Czasem bezszelestnie otworzy się brama i jak w kapsule czasu przemknie lokator w klimatyzowanym samochodzie – do pracy, z dziećmi do szkoły albo do hipermarketu. Auto minie parę świdermajerów chylących się do ziemi i parę odpacykowanych jak do trumny, przeskoczy przez zabetonowany plac centralny, który był wymuskanym ogrodem przy uzdrowiskowej promenadzie, i znajdzie się na zatłoczonej prostej do Warszawy. Następnie lokator wykona drogę powrotną, zniknie za bramą swojego getta i pójdzie spać.

Wiktor Lach, dziennikarz, społeczny opiekun zabytków powiatu otwockiego, pasjonat historii miasteczek linii otwockiej, dzieli lokalnych ludzi na mieszkańców i lokatorów. Lokatorzy to ci bez wyczucia tożsamości miejsca – niezorientowani w tutejszej historii i legendzie, a nawet niezainteresowani zorientowaniem. Mieszkańcy to ci, którym zależy na dziedzictwie i harmonii otoczenia, w tym na zabytkowych świdermajerach. Między mieszkańcami i lokatorami są napięcia głównie na temat wartości działek pod zabudowę – pierwsi są metrykalni i nostalgiczni, drudzy napływowi i merkantylni.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj