Dlaczego w Polsce tak mało jest przeszczepów nerek?
Nerkodawcy
Ilu Polaków umiera na przewlekłą niewydolność nerek, tego transplantolodzy nie wiedzą. Życie wielu z nich mógłby uratować przeszczep. Ale w Polsce tylko co dwudziesty chory jest kwalifikowany do transplantacji. W Europie – co drugi.
Procedury medyczne związane z transplantacją są tak wycenione, że zbyt liczne przeszczepy szpitalom się nie opłacają.
Owen Franken/Getty Images

Procedury medyczne związane z transplantacją są tak wycenione, że zbyt liczne przeszczepy szpitalom się nie opłacają.

Stacje dializ stały się lukratywnym biznesem. Większość prowadzona jest przez prywatne firmy, które na każdym dializowanym pacjencie zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie.
beerkoff1/PantherMedia

Stacje dializ stały się lukratywnym biznesem. Większość prowadzona jest przez prywatne firmy, które na każdym dializowanym pacjencie zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie.

W Polsce kryteria kwalifikacji dawców (porównując np. do USA) są bardzo surowe. Zaledwie jeden kandydat na czterech–pięciu przechodzi przez sito badań.
Viktor Cap/PantherMedia

W Polsce kryteria kwalifikacji dawców (porównując np. do USA) są bardzo surowe. Zaledwie jeden kandydat na czterech–pięciu przechodzi przez sito badań.

Kwalifikacja do transplantacji biorcy jest wyceniona jako osobna procedura, ale może się odbyć tylko raz.
Jörg Horstmann/PantherMedia

Kwalifikacja do transplantacji biorcy jest wyceniona jako osobna procedura, ale może się odbyć tylko raz.

Ośrodek transplantacji, który przeprowadza pionierskie operacje, mieści się w kilku pokoikach na poddaszu Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. Ostatnio robili przeszczep łańcuchowy: trzy pary bliskich sobie ludzi, trzech dawców i trzy nerki oddane w ramach jednej operacji niespokrewnionym, lecz zgodnym tkankowo biorcom. Medycyna XXI wieku. Ale lokum tkwi jeszcze w wieku poprzednim. Wąski korytarzyk zastawiony lodówkami, jedna na próbki, druga tylko na materiały biologiczne. Obok kondensator CO². Na wprost schodów – Punkt Konsultacyjny Żywego Dawcy Nerki, gdzie kandydaci na żywych dawców mogą wszystkiego się dowiedzieć od koordynatorki dawcy żywego, Aleksandry Tomaszek. Na końcu korytarzyka pokój prof. Artura Kwiatkowskiego, kierującego programem Żywy Dawca Nerki. Tuż przy profesorskich drzwiach, w poprzek korytarza, dwudrzwiowa, wielka jak szafa zamrażarka medyczna, której drzwiczki trzeba zawsze porządnie dociskać, o czym informuje przylepiona na nich kartka. A jeśli przecisnąć się koło zamrażarki – jeszcze trzy schodki i pokój lekarski, jeden dla czterech medyków. I jeszcze gabinet koordynatora transplantacyjnego od dawców zmarłych oraz WC z prysznicem. Wszystko.

Nikt tu nie narzeka na ciasnotę. Bo chociaż to właśnie zespół profesorów Andrzeja Chmury i Artura Kwiatkowskiego z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej WUM w zeszłym roku przeszczepił najwięcej narządów w Polsce (230 transplantacji), to mają świadomość, że to i tak mało. A i zawsze za dużo, o czym się im dyskretnie przypomina – bo mimo medialnej sławy i prestiżowej nagrody Pulsu Medycyny „Złoty Skalpel” za pierwszy łańcuchowy przeszczep nerek, przeszczepy nerek przynoszą szpitalowi straty.

Śmierć bez kolejki

Przeszczep nerki od dawcy żywego to chyba jedyna w Polsce operacja, na którą nie trzeba czekać. Mało tego, można grymasić, wybierać termin. Ewa np. prosiła, żeby nie wyznaczać jej zabiegu na maj, bo ma komunię syna. Więc operację zrobiono w czerwcu. – Kiedy ludzie słyszą, że nie ma kolejki do przeszczepu, sądzą, że to dobrze – mówi prof. Kwiatkowski. – Tymczasem to wielkie nieporozumienie. Kolejki nie ma, bo chorzy nie są w niej ustawiani. Tylko 5 proc. chorych dostaje szansę na życie. Reszta, 95 proc., w ciągu kilku lat po prostu umiera. W krajach Eurotransplantu (organizacji skupiającej państwa Beneluxu, Niemcy, Austrię, Słowenię i Chorwację, które współpracują ze sobą ściśle przy transplantacjach i mają wspólną listę narządów do przeszczepień) to nie 5, lecz 60 proc. chorych dializowanych jest na liście oczekujących na przeszczep, a w niektórych stanach USA, np. w Kalifornii – ponad 80 proc.

Z „Raportu o stanie dializoterapii” wynika, że w 2010 r. na ponad 21 tys. dializowanych chorych z przewlekłą niewydolnością nerek przeszczepu doczekało 999 chorych, a prawie 3 tys. osób zmarło. Nowszych danych brak, ale transplantolodzy zapewniają, że wiele się nie zmieniło. Ani w proporcjach, ani w liczbach bezwzględnych. Bo średnia długość życia na dializach to 8–10 lat. Ale już po kilku latach dializ pacjent jest najczęściej w tak złym stanie, że o transplantacji nie ma mowy. Przeszczepiona nerka daje choremu około 18, nawet 20 lat życia. A jak przestanie działać, można zrobić kolejną transplantację.

Zatem pierwszą myślą lekarza, który diagnozuje u chorego niewydolność nerek, powinien być przeszczep. I szukanie dawcy wśród członków rodziny. Bo przeszczep od dawcy żywego jest lepszy niż od dawcy zmarłego. To planowa operacja, do której zespół się przygotowuje, dawca i biorca są dokładnie badani. I długoterminowe wyniki są znacznie lepsze.

Kandydatów do przeszczepu, potencjalnych biorców, powinny zgłaszać na Krajową Listę Transplantacyjną poradnie nefrologiczne. Ale tak się nie dzieje. Albo bardzo rzadko. W efekcie tylko 5 proc. przeszczepień to tzw. wyprzedzające, czyli przeprowadzane, zanim jeszcze chory wymaga dializowania (w krajach Eurotransplantu to około 30–40 proc.). Takie transplantacje są najlepsze, dają największą szansę na sukces i najdłuższą przeżywalność przeszczepionego organu.

U nas natomiast pierwszą myślą przy niewydolności nerek są dializy. Chory ma się kilka lat podializować, a potem się zobaczy. Takie podejście prof. Kwiatkowski tłumaczy niedostateczną edukacją personelu medycznego, lekarzy, pielęgniarek w zakresie transplantologii. I niską świadomością społeczeństwa.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj