Życie za autostradowym ekranem
Wielka cisza ze szmerem
Ukończenie budowy ostatniej nitki autostrady A2 uznano za historyczny koniec modernizowania Europy. Ale ludzie zostali za płotem, na głębokiej prowincji.
Motel w Torzymiu
Mariusz Forecki

Motel w Torzymiu

Brójce są dokładnie pomiędzy. Od północy okala je droga 92, krajówka. Od południa, w lekkim oddaleniu, autostrada A2. To liczące tysiąc mieszkańców dawne rzemieślnicze miasteczko, położone 100 km od granicy z Niemcami. Po drugiej wojnie zdegradowane do statusu wsi, wciąż ma rozległy, kiedyś całkowicie wybrukowany, rynek. Dzisiaj nazywa się on placem Wiosny Ludów. Ale z usadowionego na rynku przystanku autobusowego pojechać można tylko do Międzyrzecza i Trzciela, a w wakacje to już właściwie nigdzie. Za to nawet na przystanku słychać jednostajny szum jadących opodal Brójców samochodów.

O krajówce, a konkretnie o śmiertelnych wypadkach – łącznie z nieodległym zakrętem latających trupów – opowiadać może tu każdy. Tak samo jak o korkach, tirach. O nowej autostradzie trudno coś powiedzieć. Może tyle, że od kiedy ją otwarto, nawet Club, a wedle miejscowych tak naprawdę niewielki przydrożny burdelik, się zamknął. Teraz wisi na nim płachta z wielkim czarnym napisem: „Wynajmę lub sprzedam”.

Nie ma wolności bez mobilności

Ukończenie budowy ostatniej nitki autostrady A2 fetowano oficjalnie i głośno. Inwestycja rozpoczęta w lipcu 2009 r. miała włączyć Polskę do sieci autostrad europejskich (trasa E30 z Cork w Irlandii do Omska w Rosji), tworząc przy okazji dogodny kanał komunikacyjny między Berlinem a Poznaniem i dalej Warszawą.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj