szukaj
Stajnia *****
Adres: Warszawa, ul. Nowoursynowska 100

Wiele osób wciąż ma uraz do polskich dań. Kilkadziesiąt lat po drugiej wojnie światowej, które Polska spędziła jako satelita Rosji radzieckiej, zrujnowało tutejszą gospodarkę, zniszczyło stosunki społeczne, likwidując klasę średnią, i odbiło się także niekorzystnie na polskiej kuchni i lokalach gastronomicznych. Braki w zaopatrzeniu w towary spożywcze, a w końcu cukier, alkohol i mięso na kartki spowodowały niemal całkowity jej upadek. Centralne sterowanie gastronomią ujednoliciło receptury i spowodowało, że bez względu na to, czy jadło się na Śląsku, na Mazowszu czy w Wielkopolsce, wszędzie i wszystko pachniało kotletem schabowym z kapustą. Co – nawiasem mówiąc – zohydziło wielu tę wspaniałą potrawę narodowej kuchni.

Od piętnastu lat – na szczęście – żyjemy w nowej sytuacji. Powrót do ustroju demokratycznego, o dziwo, pozwolił wrócić kuchni polskiej do jej najwyższego poziomu. I znowu na Śląsku można jeść gęś z modrą kapustą; w Wielkopolsce króluje golonka z grochem; wróciły pod Suwałki cepeliny i kindziuk, a na Kaszuby przypłynął znowu dorsz w wielu postaciach. Słowem polska kuchnia rozkwita różnymi smakami.

Pozostaje więc tylko wytypowanie lokalu, w którym uprawiana jest tradycyjna polska kuchnia naszych babek i matek. Od pewnego czasu zapanowała moda na szukanie korzeni kulinarnych w polskiej tradycji wiejskiej. Powstają więc jedna po drugiej karczmy i gospody. Na szczęście – mimo szyldów mających świadczyć o ich chłopskości – nie proponują gościom tłumnie walącym do tych lokali prawdziwie chłopskiego jadła.

Polski chłop bowiem odżywiał się fatalnie. Mięsa na ogół nie widział na stole, ani jarzyn, ani wędlin, ani tym bardziej ciast. To co nam podają w Warszawie w Folk Gospodzie przy ul. Waliców, w Wiejskiej Chacie przy ul. Towarowej czy też Karczmie Klepisko w Nieporęcie przy ul. Zegrzyńskiej to menu, owszem, wiejskie, ale nie chłopskie. Polska tradycja kulinarna czerpie pełnymi garściami z kuchni dworskiej. Polska drobna szlachta tracąca majątki i mająteczki przenosiła się do miast zabierając swoje obrazy, meble i sprzęty kuchenne, a także przepisy. I owe boczunie wędzone, salcesony, szyneczki czy też żury, barszcze z rurą i grzybowe z łazankami to pomysły szlachcianek z małych dworków.

Jednym z najlepszych lokali oferujących takie menu jest warszawska Cafe Club Stajnia.

Do Stajni nie tak łatwo dotrzeć, bo ulica Nowoursynowska na pewnym odcinku ozdobiona jest zakazami wjazdu, na innych rozkopana, co powoduje konieczność skomplikowanych objazdów. Nie należy się jednak zniechęcać, bo w nagrodę czekają nas kulinarne i estetyczne przeżycia najwyższej próby.

Lokal mieści się w części dawnej stajni z gustem zaadaptowanej na potrzeby restauracyjne. Na parterze i pięterku 70 miejsc (w lecie dochodzi niewielki ogródek). Wygodne stoliki, krzesła i ławy, prosta zastawa, dobrze dobrane oprawne w drewno sztućce. Na ścianach siodła i inne końskie akcesoria. Na podłodze stare kufry podróżne, na parapetach okiennych a to stara maszynka do kręcenia lodów, a to młynek do podpłomyków. Wszystko starannie dobierane, i to przez lata. Takiego wnętrza nie da się bowiem zrealizować z dnia na dzień.

Należy wybrać stolik na parterze i przy oknie, bo wówczas ma się widok na padok, na którym ćwiczą jazdę na koniu młodziutkie dziewczyny w odpowiednich oczywiście strojach. Dziewczyny można spotkać wszędzie, natomiast konie – poza Wyścigami – tylko tutaj.

Konie należą do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Podobnie jak nowoczesne stajnie. Dawniej był to majątek rodu Branickich, którego jeden z protoplastów Franciszek Ksawery zhańbił się uczestnictwem w konfederacji targowickiej – niewątpliwie zbrodni przeciwko narodowi polskiemu, na co zwracamy uwagę profesora Kuleszy z IPN.


Właściciele Stajni przyjęli zasadę domowej kuchni polskiej. Proste niewymyślne potrawy, dosmaczone tak jak w czasach, gdy nikt nie słyszał o fast foodach i zamrażarkach. Karta niezbyt rozbudowana, ale każdy znajdzie coś, co lubi.

Śledź w śmietanie (12 zł) mięciutki, słony dokładnie tak, jak powinien, dobrze skontrastowany śmietaną i drobno pokrojoną cebulą. Pasztet domowy (18 zł), ozdobiony marynowanymi prawdziwkami (pyszne!) i paroma łyżeczkami konfitur żurawinowych, soczysty i delikatny. Zamówiliśmy też na pożegnanie sezonu jedną porcję kurek w śmietanie (18 zł). Była to dobra decyzja, bo kurki miały smak wyrafinowany, a porcja całkowicie wystarczyła na dwie osoby. Po kurkach zupy: cebulowa i żurek (po 10 zł), aby sprawdzić umiejętności kuchni. Obie na najwyższym poziomie.

Z dań głównych polecamy sztukę mięsa (23 zł) i najdroższe danie w karcie – kaczkę pieczoną (48 zł). Do sztuki – kartofle z wody, a do kaczki – pieczone. W wypadku kaczki ziemniaki okazały się zbytkiem, bo podano ją na grzankach. Mięso niewysuszone, skórka chrupiąca, porcja olbrzymia – pół kaczki.

Sztuka mięsa jest trudnym daniem i nieumiejętnie przyrządzona staje się włóknistym kawałkiem wołowiny, której smak bezskutecznie staramy się ratować sosem chrzanowym. Ta była bez zarzutu.

Ze względu na kodeks drogowy nie zamawialiśmy piwa ani wina (jest na karafki).

Stajnia jest lokalem rodzinnym, kameralnym, urządzonym ze smakiem, ze świetną kuchnią i przystępnymi cenami. To już właściwie ideał, więc zasłużone 5 gwiazdek w rankingu "Polityki".

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj