szukaj
Grand Kredens ****
Adres: Warszawa, Al. Jerozolimskie 111

Trochę z amerykańskiego saloonu, trochę z francuskiej oberży, w każdym razie wnętrze udane, w dobrym stylu. Lekki półmrok, dyskretna muzyka, wygodne krzesła, miła i kompetentna obsługa w kraciastych koszulach i fartuchach. Jest nastrój, co nie tak częste.

Są, co w warszawskich restauracjach się nie zdarza, gazety na kijach, można więc sobie poczytać w oczekiwaniu na współbiesiadnika. Przed wejściem mini­ogródek na kilka stolików, który ma wszakże tę wadę, że Aleje Jerozolimskie między placami Zawiszy i Narutowicza dość intensywnie pachną spalinami.

Karta dań rozbudowana. Po uważnej lekturze chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Zamówiliśmy jako gorącą zakąskę smażonego sandacza w warzywach (30 zł). Jedna porcja to cztery całkiem spore kawałki. Dobrze usmażone, to znaczy tak, że ryba jest soczysta, a skórka chrupiąca. Sporo kaparów, do tego rukola - kompozycja dobrze przemyślana.

Z przekonaniem możemy polecić żur królewski (20 zł), bardzo esencjonalny, z połówką jajka na twardo i bez nadmiernej, na szczęście, ilości kiełbasy. Świetne danie na kaca, ale i abstynent będzie miał przyjemność. I wreszcie zupa borowikowa w chlebie (22 zł), aromatyczna, z odrobiną śmietany, dokładnie taka, jak być powinna.

Dość już najedzeni zamówiliśmy jeszcze polędwiczki z kurkami (64 zł) i kaczkę z buraczkami (55 zł). Cenę polędwiczek określiły, jak się wydaje, kurki, które w tym roku słabo obrodziły.

Kaczka z buraczkami to pół ptaka z chrupiącą skórką i rozpływającym się w ustach mięsem. Buraczki są akcentem centralnym. Towarzyszą im surówki, borówki w wydrążonym jabłku i połówki kartofli w mundurkach. Porcja olbrzymia, iście gargantuiczna. Skupiliśmy się wyłącznie na kaczce i buraczkach, pozostawiając nietknięte dodatki, a i tak nie byliśmy już w stanie zjeść wszystkiego.

Na deser zamówiliśmy jedną porcję strudla z jabłkami i rodzynkami w sosie waniliowym z kulką lodów (22 zł). Może w Wiedniu ten strudel nie wzbudziłby entuzjazmu, ale jak na były zabór rosyjski był całkiem, całkiem.

Win ze względu na obowiązujące kierowców przepisy nie próbowaliśmy, ale uważnie poczytaliśmy kartę. Można zamówić butelkę za ponad 2 tys. zł, ale można też znaleźć całkiem przyzwoite wino za ok. 60-70 zł.

Grand Kredens nie jest lokalem tanim, ale mamy poczucie, że nie wydaliśmy pieniędzy na darmo. Absolutnie zasłużenie (mając na końcu języka smak grzybowej i kurek) przyznajemy cztery gwiazdki. I mamy nadzieję jeszcze nie raz tu wrócić.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj