Chciała, by było normalnie, życie dało jej w kość
Ewa chce żyć
O tym, jak matka siódemki dzieci, całe życie starając się wyjść na prostą, miała pójść do więzienia za żyletki i nie swoje winy.
Powiedziała policjantom, którzy po nią przyszli, że może iść do więzienia, ale tylko z dziećmi.
Mirosław Gryń/Polityka

Powiedziała policjantom, którzy po nią przyszli, że może iść do więzienia, ale tylko z dziećmi.

Staś, najmłodszy z siódemki, grzecznie przywitał się z tym policjantem, który powiedział do mamy, że jakby nie otworzyła, to i tak weszliby – z papcia. Chodziło o niezapłacony przed laty mandat stuzłotowy za nieprzerejestrowanie samochodu, który nawet nie jeździł, a cztery lata temu został przerobiony na żyletki. Wyrok zapadł w Sądzie Rejonowym w Wągrowcu. Zapadł w trybie nakazowym – nie było rozprawy, nie było przesłuchania, tylko kara – pięć dni więzienia.

Miłość

Ewa z urodzeniem nie trafiła najlepiej: matka musiała się leczyć, dzieckiem nie potrafiła się odpowiednio zająć, córka szybko musiała sama stać się dorosła.

Szybko pierwszy raz się zakochała, szybko też została matką – samotną. Została także ogrodniczką, potem po 16 godzin dziennie oddzielała od siebie krwiste części kurczaka. Potem znów się zakochała. Rodziły się kolejne dzieci, ona zmieniała miejsca pracy. Produkowała materace, ozdobne serwetki, obrusy, a miłość jej życia – tak jej się wydawało – spędzała kolejne miesiące w więzieniu za jazdę rowerem po alkoholu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną