Ziemkiewicz, atakując działaczkę zaangażowaną w Czarny Protest, zachowuje się jak Trump
Michelle Obama mówiła o Donaldzie Trumpie. Ale jestem przekonana, że mówiła też o Rafale Ziemkiewiczu.
Wojciech Barczyński/Forum

Prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz poświęcił sporo uwagi Annie Dryjańskiej, zaangażowanej w ruch feministyczny i akcję społeczną Czarny Protest. Napisał o niej na Twitterze: „To wyjątkowa czelność że pyskuje pod domem Jaro, sama jest zdeformowana a jednak ją mama urodziła”.

Ten skandaliczny i zwyczajnie chamski głos wpisuje się w falę hejterskich, antykobiecych i opresyjnych komentarzy, które zalały Polskę po Czarnym Proteście. Wypłynęło całe mnóstwo seksistowskich, wulgarnych i obraźliwych treści dotyczących kobiet: ich ciał, ich praw, ich odrębności. Jakby kobiety domagające się swoich praw były tak wielkim zagrożeniem dla porządku ustalonego przez mężczyzn, że należy je natychmiast opluć i zdezawuować. Czarny Protest zaskoczył swoim rozmiarem i powszechnością. Wzbudził niepokój mężczyzn, którzy nawykli do kontrolowania i wykorzystywania kobiet.

Ale nie tylko w Polsce, ale i w Stanach coś pękło. Narracja przemocy wobec kobiet napotkała wreszcie zdecydowany opór. Skutkiem może być niedawne odwrócenie sondaży w najważniejszych dla świata wyborach prezydenckich.

Jeżeli Donald Trump je przegra, to z pewnością wpływ na to będą miały jego ostatnie wypowiedzi dotyczące molestowania kobiet. Kandydat na prezydenta od lat miał upokarzać, traktować przedmiotowo, obrażać, zastraszać, a także fizycznie nękać kobiety. W swoim zachowaniu nie widzi nic niewłaściwego, a wręcz się nim chełpi.

Do tej pory Ameryka przyglądała się temu z zażenowaniem. Ale dziś przetacza się tu emocjonalna debata o seksizmie, uprzedzeniach i patriarchalnym porządku, który pozwala na krzywdzenie kobiet.

Co ciekawe, najbardziej płomienną i chyba najważniejszą mowę tej kampanii prezydenckiej wygłosiła nie kontrkandydatka Trumpa w wyborach, ale żona obecnego prezydenta USA. Michelle Obama mówiła prostym językiem i nie kryła ogromnych emocji. Cytowały ją najważniejsze światowe media.

Przyznała, że słowa Trumpa zabolały ją do szpiku kości. Że nie można tego zamieść pod dywan, udawać, że nic się nie stało. Skandaliczne słowa kandydata do Białego Domu to nie jest już kolejny prasowy nagłówek, odsłona politycznej kampanii. A oburzenie i gniew kobiet to nie przesadna, histeryczna reakcja, jak próbują tonować niektóre media. Jakby takie słowa (i takie myślenie) były normalne. „Ale powiedzmy to jasno, to nie jest normalne” – mówiła wzburzona.

To brak szacunku dla kobiet i ich ciał. Nie można tego tolerować, żadna kobieta, żaden człowiek nie zasługuje na takie traktowanie. Choć Obama występowała na wiecu wyborczym Clinton, powiedziała, że nie chodzi tu o politykę, ale o elementarną ludzką przyzwoitość.

Enough is enough, trzeba to przerwać: „Nie będziemy tego znosić ani chwili dłużej, ani nawet do następnych wyborów”. Zaznaczyła, że głos na Trumpa będzie sygnałem dla kobiet i dziewczynek, gdzie od teraz ma być ich miejsce. Że to niebezpieczne także dla mężczyzn i chłopców, którzy szukają w życiu wzorców. Bo nauczą się, że mężczyzna może podporządkować sobie kobietę i czynić z nią, co mu się podoba.

Dodała, że silni mężczyźni nie potrzebują pogrążać kobiet, by poczuć swoją wartość. Że to hańba i tak nie zachowuje się człowiek przyzwoity.

Michelle Obama mówiła o Donaldzie Trumpie. Ale jestem przekonana, że mówiła też o Rafale Ziemkiewiczu. Jego słowa nie mają nic wspólnego z polityczną debatą, sporem o aborcję czy konfliktem postaw. To nienawiść i przemoc – na razie jeszcze werbalna.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj