Z Lechem Wałęsą po kraju
Powrót nieznanego mężczyzny z wąsem
Zapowiadają go ze sceny: człowiek, który przeprowadził nas do wolności.
Gdańsk, czerwiec 2016 r.
Adam Warżawa/PAP

Gdańsk, czerwiec 2016 r.

Zza kulis wchodzi siwy mężczyzna z wąsem, a publiczność wstaje z miejsc, bije mu brawo i woła: Lechu, Lechu! Potem on mówi kilka wstępnych żartów, na przykład: myślał już, że na starość czekają go tylko grzybki-rybki-wnuczki i żona Danuśka, która jest ciągle niczego sobie, a tymczasem znów trzeba upominać się o Polskę.

Wcześniej upominał się przez kilkanaście lat za czasów dyktatury partyjnej, gdy groziło to śmiercią jemu i rodzinie: to on, elektryk w Stoczni Gdańskiej i ojciec kilkorga małych dzieci, bywał za politykę zwalniany z pracy, aresztowany i śledzony.

Był wśród przywódców strajku w grudniu 1970 r., kiedy milicja i wojsko zabiły kilkadziesiąt osób. Przewodził strajkowi w stoczni w sierpniu 1980 r., został pierwszym przywódcą Solidarności w 1981 r. Dwa lata później otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, nie mógł po nią pojechać, bo władze odmówiły mu prawa wyjazdu z kraju – pojechała żona z trzyletnim synkiem. W 1990 r., w pierwszych wolnych wyborach, mężczyznę z wąsem wybrano na prezydenta Polski. Dziś jest kawalerem kilkudziesięciu polskich i zagranicznych orderów, ma kilkadziesiąt tytułów honoris causa uczelni z całego świata, kręcą o nim filmy i piszą książki. Wciąż jest najbardziej znanym Polakiem na świecie.

Nazywa się Wałęsa, nie Kaczyński. Siada w fotelu na scenie i czeka na pytania z sali.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj