Kolejna odsłona protestów wobec zmian w edukacji. „Przestaliśmy być grzeczni”
Można przypuszczać, że gdyby nie ostra konkurencja tematów protestów i marszów zaplanowanych na ten sam dzień, akcja pod MEN byłaby liczniejsza.
Kolejna odsłona protestów wobec zmian w edukacji
NIE dla chaosu w szkole/Facebook

Kolejna odsłona protestów wobec zmian w edukacji

Kilkaset osób przyciągnęła przed MEN kolejna odsłona protestów wobec zmian w edukacji.

Tym razem organizatorem była koalicja „Nie dla chaosu w szkole”, a hasłem „Protest 100 opon”. „Oponujący” przytoczyli w aleję Szucha w Warszawie opony samochodowe, rowerowe, dmuchane koła ratunkowe. Dołączyli rodzice z innych miast, m.in. z Łodzi i Lublina, a także z mniejszych miejscowości.

Liderom ruchów rodzicielskich towarzyszyli przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego. Były zresztą nie tylko matki, ojcowie, uczniowie, nauczyciele i samorządowcy, ale i babcie, dziadkowie i ciocie – wściekli na forsowane zmiany.

Do wyrażania sprzeciwu namawiał Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, autor niedawno opublikowanego apelu: „Gdy podejrzewasz lub wiesz, że Twoje dziecko zagrożone jest ideologiczną i polityczną indoktrynacją, kiepskiej jakości edukacją – nie wahaj się sięgnąć do swojej rodzicielskiej odwagi, słusznego gniewu i determinacji. Zamach na mentalną i emocjonalną suwerenność Twojego dziecka jest, w swoich odroczonych skutkach, jeszcze groźniejszy, niż zamach na jego fizyczność”.

Znaczenie szkolnej demolki zaczyna docierać do wszystkich zainteresowanych

Można przypuszczać, że gdyby nie ostra konkurencja tematów protestów i marszów zaplanowanych na ten sam dzień, akcja pod MEN byłaby liczniejsza. Swoją drogą problem z koordynacją wystąpień antyrządowych wygląda na już niemożliwy do przeskoczenia, ale też trudny do zrozumienia, zwłaszcza że w organizację protestów w różnych obszarach zaangażowane są często zaprzyjaźnione, a niekiedy te same osoby.

Znaczenie i skala szkolnej demolki zaczyna docierać do wszystkich zainteresowanych. Przedstawiciele rodzicielskich organizacji apelowali pod MEN o wsparcie strajku nauczycieli zaplanowanego na 31 marca i o nieposyłanie dzieci do szkół 10 kwietnia i 10 maja, tak jak było to w poprzednich miesiącach.

Te działania nie są bezsensowne, bo do września forsowane przez resort zmiany, a nawet dostosowywane do nich regulacje samorządów, pozostają tylko papierem. Skądinąd możliwość oponowania wobec zmian także samorządy zaczynają już dostrzegać. Pytanie, co z tego może wyniknąć? Demonstrujący tłumaczyli, że opony przed MEN oznaczają, że „przestali być grzeczni”.

Bo opony to symbol skutecznych protestów – zwłaszcza górniczych, wobec których już wiele rządów ustąpiło. „Przynieśliśmy opony, ale jeszcze dziś ich nie palimy. Być może jednak przyjdzie taki dzień, gdy będziemy tu manifestować 24 godziny na dobę, by chronić dzieci przed minister Zalewską” – ostrzegał Artur Sierawski z „NIE dla chaosu w szkole”.

Czy bardziej bezpośrednie sięgnięcie do arsenału górniczych środków jest w tej sprawie możliwe? Trudno ocenić. Czy mogłoby być skuteczne? W przypadku tego rządu – bardziej niż któregokolwiek innego w ostatnich latach – wiemy już, że jeśli coś ewentualnie może go wyhamować w realizacji najbardziej kuriozalnych zamysłów, to tylko strach.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj