szukaj
Jak państwo pomaga matkom z niepełnosprawnymi dziećmi
Monika pyta
Matka, która urodziła niepełnosprawne dziecko, została z nim sama. Mimo szumnych zapowiedzi, że nasze państwo nigdy do tego nie dopuści.
Mary, córeczka Moniki
Aleksandra Noceń

Mary, córeczka Moniki

Gdy Monika pierwszy raz odezwała się do świata, nie chodziło nawet o zbieranie na Mary pieniędzy (choć wiedziała, że pieniędzy teraz już zawsze będzie za mało). Bardziej o znalezienie lekarza, ludzi, kogoś, kto się Mary przejmie. Zobaczy w niej życie. Na Facebooku napisała: „Długo zastanawiałam się, jak zacząć, bo ta historia jak każda inna ma początek. Każda osoba, która mnie zna, wie, jak długo czekałam na upragnione dziecko”. Setki zdań, nizanych tygodniami w telefonie – z doskoku. Trochę się bała, trochę czuła jak emocjonalna ekshibicjonistka, spokojniej było jej w ukryciu. Ale też rozumiała, że schowana nic nie zdziała. I że to jakieś dziwne. Bo wcześniej wszyscy wiedzieli, że Monika jest w ciąży, że ma iść rodzić. I poszła. Zobaczymy się za trzy dni, jak wrócę z porodówki – machała do sąsiadów. A potem znikła. Raporty: „małogłowie”, „gronkowiec”, „sepsa”, „padaczka lekooporna”, puszczała esemesem najbliższym przyjaciółkom. Połączenia telefoniczne odrzucała.

Jak było?

Na mimozę nie trafiło. Przez 20 lat dorosłości sama szukała nieszczęść, żeby ratować. Na przykład skrzywdzone zwierzęta. Przez mieszkanie w mokotowskim bloku przeprowadziła korowody bezdomnych psów i kotów do adopcji. Przetargała wory ubrań dla dzieci bez rodziców, dorosłych bez pieniędzy. Chodziła po działkach, karmiła przygodnych lokatorów altan. Świecka Matka Teresa, religijnie chwiejna.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną